11 lis 2013

Rozdział 10

Podniosłam sennie powieki. Oczy mi się kleiły. Jeszcze spałam. Przewróciłam się na drugi bok, twarzą do okna. Kiedy moje zmysły powoli wyostrzały się, wybudzając się ze snu, dostrzegałam mały szczegół, który na dobre wyrwał mnie z krainy marzeń. Okno do mojej sypialni było otwarte, a firanka lekko powiewała na nocnym wietrze. Zdziwiłam się, ponieważ nie pamiętałam, abym otwierała okno. Wręcz przeciwnie! Było strasznie zimno, gdy kładłam się spać i je zamknęłam! Nie wiele myśląc wyskoczyłam z łóżka.
Boso z mieszanymi uczuciami duszącymi mnie od środka podeszłam do parapetu, lekko się wychylając. Ściągnęłam brwi. Mimo kilkakrotnego dokładnego rozejrzenia się po ogrodzie i jego okolicy nie zobaczyłam nic podejrzanego lub dziwnego. Odchyliłam się w głąb pokoju zasunęłam szczelnie okno, dodatkowo sprawdzając czy na pewno je zamknęłam. Kiedy już miałam wracać do łóżka moją uwagę przykuł skrawek papieru leżący na biurku. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że kartka była zapisana nie moim pismem. Podeszłam delikatnie biorąc papier w ręce. Nie mam pojęcia czemu tak trzęsły mi się dłonie, ani dlaczego obchodzę się z tym tak delikatnie jakby zaraz miało się rozpaść lub zniknąć, lecz kiedy podniosłam skrawek papieru  moje serce stanęło. Mogę przysiądź, że na ten ułamek sekundy umarłam, a przez dłuższą chwilę zapomniałam jak się oddycha i funkcjonuje.
To miał być jakiś żart? Zabawa lub coś równie absurdalnego? Jak to w ogóle możliwe, że to znalazło się na moim biurku?!
Staranne, schludne pismo Nialla delikatnie rozlewało się na kartce tworząc krótką wiadomość.
 
Przepraszam za wszystko.
N.
 
 
- Ann! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - z zamyślenia wyrwała mnie Jo - Naprawdę nie wiem co się z tobą dzieje dziewczyn?!
- Przepraszam... Po prostu się zamyśliłam.
- Znowu on?! - podniosłam przerażony wzrok na moją przyjaciółkę, przecząc głową - Nie kłam! Przecież widzę.
- To nie tak jak myślisz! Po prostu to.. Ja.. Bo.. Uhhh nienawidzę go! 
- Nie prawda.. Chciałabyś go nienawidzić ale tak naprawdę coś ciągle cię do niego przyciąga.
- Chcę w końcu uwolnić moje myśli od Nialla. Chcę przestać o nim śnić... 
- Jak to śnić?! - Jo przeprowadzała swój wywiad, kiedy mój za długi język jej w tym pomagał. Kiedy raz uchwyci temat nie da już spokoju, chyba że dowie się wszystkich interesujących ją szczegółów - No więc? Raczysz mi to wytłumaczyć??
- W nocy śniło mi się, że był u mnie. Leżeliśmy razem patrząc sobie w oczy. Zatraciłam się w jego niebieskich tęczówkach, kiedy delikatne dotknął mojej nagiej skóry szyi, powodując tym dreszcze na całym moim ciele... - przystanęłam na chwilę przypominając te słodkie chwile snu - Jego dotyk był taki delikatny i przyjemny. To wszystko było takie realistyczne, takie namacalne! Mogłabym przysiądź, że czułam jego zapach! Czułam jego gorący oddech! Mój boże jak bardzo jest ze mną źle?! 
- Bardzo, ale to bardzo... - Jo patrzyła na mnie spod rzęs - Widzisz tak dobrze się składa, że jest impreza. Zapomnisz o Niallu, rozerwiemy się! Tylko ty i ja.
Szeroki uśmiech zagościł na twarzy mojej przyjaciółki. Ja przerażona przeczyłam głową. Zacisnęłam mocno powieki, że świstem wciągając powietrze. 
- Jo to nie jest dobry pomysł... - odchyliłam się na ławce w parku znajdującego się niedaleko mojego domu - Przecież wiesz, że rodzice mnie puszczą nie! Ledwo wypuszczają mnie z domu na krótki spacer od kiedy omdlałam! W życiu się nie zgodzą na imprezę, jeszcze kiedy mamy być tylko we dwie. Bez Alexa nie przejdzie...
- To ucieknij - moja towarzyszka szybko ucięła mój monolog. 
- To nie takie proste Jo! Wiesz że nie mogę...
- Nie bądź dzieckiem - blondynka wygięła usta w grymasie - będę po ciebie o 22.00 i masz być gotowa. 
Jo nie dając mi nawet szansy na zakwestionowanie jej decyzji opuściła mnie, zostawiając samą na ławce. Zacisnęłam mocno powieki. Mój oddech był ciężki.
Co ja teraz zrobię?! Nienawidzę takich sytuacji! Jo jest jedynaczką, która ma normalnych rodziców! U niej nie ma takiej dyscypliny jak u mnie... Zawsze dostawała to co chciała i nie można było się z nią sprzeczać! Jest taka uparta! Uhh...
 
         ______________________________________________________________________
 
                                                                                Niall
 
Wpatrując się w panoramę miasta przez okno w kuchni, na ślepo robiłem sobie herbatę. Moje ręce odruchowo i od niechcenia, wykonywały po kolei następujące po sobie czynności. Kubek, torebka z herbatą, cytryna, cukier, wrząca woda. Ot cała filozofia. Od czasu kiedy opuściłem ciepłe pierzyny pościeli Ann byłem nie do wytrzymania. Sam ze sobą nie mogłem wytrzymać. Ciągle gdzieś zapatrzony, rozmemłany taki nijaki. 
- Co cię sprowadza w moje skromnie progi, bo jestem przekonany, że nie poranne ploteczki przy kawie Louis? - przywitałem przyjaciela, nawet nie odwracając się - Myślałem, że dalej chcesz mnie zabić. 
- Co prawda, to prawda MÓJ DROGI PRZYJACIELU - Lou wypowiadał te słowa z przekąsem - Nie ploteczki mnie zwabiły - odwróciłem się do niego przodem, przystawiając kubek do ust, nie zdążyłem upić łyka, kiedy na blat wyspy spadły jakieś dokumenty ze zdjęciami - Robota jest.
- Robota mówisz? - uniosłem brwi skonsternowany podchodząc bliżej, jednocześnie podnosząc papiery na wysokość oczu. 
- Tak jak powiedziałem, dość krwawa, ale cena wysoka.
- Jak wysoka? - nasze spojrzenia spotkały się, kiedy szatyn uniósł kącik ust do góry w grymasie pół uśmiechu. 
- Parę dusz do talizmanów.
- Ok, a co ja będę z tego miał? 
- Odkupienie swoich grzechów - Lou rzucił we mnie torbą z rzeczami - Zbieraj się blondi - po tej jakże miłej wymianie zdań, odwrócił się i ruszył sadzając swój babski tyłek na kanapie - Ruszaj się, nie mamy całego dnia! Jest parę duszyczek do pomordowania.
Przewracając oczami upiłem łyk z kubka, który wciąż trzymałem w ręku. Momentalnie moja twarz wykrzywiła się. Kurwa mać. Posoliłem herbatę. Zręcznym ruchem wylałem całą zawartość do zlewu, a po krótkiej chwili namysłu rzuciłem tam też kubek, będąc coraz bardziej wściekły na siebie. Ogarnij się Horan!!
  
Dziesięć minut potem byłem ubrany w czarne wojskowe spodnie, tego samego koloru koszulkę na długi rękaw i bluzę oraz kamizelkę. Uwielbiałem kamizelkę, posiadała niezliczone kieszonki, w których mogłem chować moje ulubione przedmioty tortur. Na przykład sprężynowy nóż poświęcony przez kapłana z Kambodży, który był idealny na wszystkie rodzaje monstrum, które łaziły po tej planecie. Przebiegłem przez salon po drodze łapiąc od Louisa saszetkę na udo z dodatkowymi narzędziami zbrodni.
Kiedy schylałem się, aby nałożyć wielkie buty wojskowe z jednej kieszonki wypadły moje nieśmiertelniki. Jakaś ręka podniosła je podrzucając przedmiot w powietrzu.
- Tradycji musi stać się zadość? - Lou uśmiechnął się podejrzanie obdarzając mnie również nieufnym wzrokiem - Nie sądziłem, że dasz się tak szybko namówić na masakrę. Ostatnim razem piszczałeś jak baba, że z tym skończyłeś. 
- Potrzebuję się trochę rozerwać i przy okazji pokazać takim niezdarnym cipom jak wy, jak się to robi. Ostatnio macie kiepskie wyniki. Krzywdzicie swoją i moją reputację.
Zwinnym ruchem wyrwałem z ręki przyjaciela nieśmiertelniki wieszając je sobie na szyję. Lou posłał mi cwaniacki uśmieszek, przejeżdżając językiem po zębach. 
- Nie martw się o naszą reputację, tylko raczej o to co będziemy pić po robocie.
- Och Tommo jestem pewny, że coś znajdziemy w twojej spiżarce.
Szatynowi od razu zszedł uśmieszek z twarzy, a zastąpił go wściekły grymas. Nie zdążył nic powiedzieć, kiedy schodziłem do piwnicy po parę zabaweczek, uniósł za mną tylko palec drąc pizdę. 
- Wara od moich zapasów Horan! Tylko je tkniesz, a obetnę ci jaja!!
Zaniosłem się głośnym śmiechem. Zamknąłem się, kiedy w drzwiach piwnicy stanął Lou z miną urażonego dziecka.
- Oj spokojnie, nie denerwuj się tak i pomóż mi z tą cholerną skrzynią - wskazałem brodą na wielki drewniany przedmiot w rogu pomieszczenia - Waży chyba z tonę. 
- Ja pierdole, ile ty tego masz?! - Lou pisnął przerażony - Jak na wojownika, który spoczął, jesteś gotowy jak na apokalipsę!
 
Drepcząc powoli po żwirowej dróżce do ganku domku w Irlandii, westchnąłem powoli. Chwilę potem na spotkanie wyszli mi moi przyjaciele gotowi i ubrani tak samojak ja, uśmiechając się zawadiacko. 
- No, no Tommo! Jednak masz ten dar przekonywania! - Zayn zaśmiał się poklepując przyjaciela po ramieniu.
- Nie on, a jego stuletnia whiskey - posłałem słodki uśmieszek szatynowi - No księżniczko, idź się przebrać, bo w sweterku i koszuli nie będziesz się z nami zabawiał. 
- Nienawidzę cię Horan i nie nazywaj mnie księżniczką, BLONDI!
Ann.. Też nie lubi, kiedy przedrzeźniam ją, mówiąc do niej na 'Księżniczko'. Ciekawy jestem co by powiedziała wiedząc kim jestem i co teraz zamierzam zrobić. Nie stop! Nie czas na rozczulanie się nad takimi bzdurami. Właśnie po to tu jestem. Aby przypomnieć sobie kim jestem. Szybko przyszło, szybko poszło.
 
Silniejsze, szybsze bicie serca. Coraz większe ilości adrenaliny przepompowywane z każdą sekundą w moich żyłach. Żar i żądza zalewająca moje ciało. Zaskakująco spokojny, płytki oddech. Zmysły wyczulone do granic możliwości. Tak proszę państwa poluje na swoją ofiarę Niall James Horan. Cichy nie wyczuwalny dla człowieka szmer. Wszystkie moje mięśnie napinają się tak jakby miały się oderwać od kości. Adrenalina szumi w uszach, kiedy namierzam niczego nie świadomą ofiarę. Jedna osoba na trzeciej i jeszcze cztery za nią. Nie ma odwrotu. Biorę głęboki oddech wyskakując z ukrycia. Wybijam się na 10 metrów w powietrze z ukochanym nożem sprężynowym w ręce. W locie doskakuję do ofiary przebijając jej czaszkę. Pozostali jej kompani nie są w stanie wydedukować co się dzieje, kiedy przerażający krzyk ich demonicznego kolegi przedziera ciemną noc. Lecz ja jestem szybszy. Nie czekam, aż zaczną działać, doskakuje do następnej ofiary. Bez mrugnięcia oka podrzynam jej gardło i tak z całą resztą gromadki, do momentu kiedy od tyłu wpijam w pierś nóż ostatniej ofierze. Zanim moi przyjaciele przyjdą tu i zabiorą potrzebne im dusze, zbieram wszystkie ciała na jedna kupę i padam na dupę przy nich. Oddycham głęboko. Kurwa Horan wypadasz z obiegu!
- Wow Nialler! Mordo ty moja! - Harry piszczał radośnie - Ahhh, ty to jesteś!! Jednak jak ciebie dopuścić do żądzy mordu, to nie można zatrzymać!
- Wow zaszalałeś - wyszeptał Zayn zszokowany pokaźną kupą zwłok o którą się opierałem. 
- No to teraz możemy iść pić? - zapytałem niezdarnie się podnosząc.
Udałem, że nie zauważyłem wymiany zmartwionych spojrzeń Liama i Zayna, kiedy koło nich przechodziłem. Jedyne o czym teraz myślałem to, żeby iść do baru i zamoczyć usta w złotej whiskey. Podnosiłem na wysokość oczu moje nieśmiertelniki, przecierając je palcem w skutek czego zostawiłem smugę krwi na mich. Spoglądając na dłonie, które były całe w czerwono-czarnej mazi wygiąłem twarz w grymasie zniesmaczenia.
- Wiecie co mam pomysł, żebyśmy poszli do jednego ze starych klubów - wypowiadałem te słowa uśmiechając się sam do siebie, jednocześnie wycierając dłonie w spodnie - Co wy na to, żeby iść do Underworldu?!
 
       ____________________________________________________________________
 
                                                                         Adriana
 
Przemknęłam miedzy ogrodzeniem. Kiedy pies sąsiadów zaczął wściekle ujadać. Z niemałym zawałem serca schowałam się za szopą, kiedy mój ojciec wyszedł na ogród sprawdzić co się dzieje.
- Zamknij japę głupi kundlu! - ryknęłam szeptem. O dziwo pomogło. Pies potulnie poszedł do budy, a mój ojciec wszedł z powrotem do mieszkania. Odetchnęłam głęboko czekając jeszcze pięć minut w kryjówce.
- Ann na co czekasz?! - usłyszałam szept Jo, chwilę potem zobaczyłam jej sylwetkę wyłaniającą się z cienia - Pośpiesz się!
Wyglądając jeszcze raz czy, aby na pewno nikt z domowników nie może mnie zobaczyć przemknęłam do przyjaciółki.
- Jo, gdzie mnie zabierasz? - zapytałam, kiedy dziewczyna ciągnęła mnie w bliżej nie znanym mi kierunku.
- Oj, wynalazłam taki zajebisty klub! Kiedyś na jednej imprezie wyrwał mnie taki zajebisty badboy i zaciągnął do tego klubu. Nic prawie nie pamiętam z tej imprezy oprócz tego, że teraz mam tam kartę członkowską.
- Jak to ciągniesz nas do niebezpiecznego miejsca bez chłopaków, którzy by nas obronili?!? Oszalałaś?!
- Nie mazgaj się! Zaświecisz cyckami i wszystko będzie dobrze - Jo wywróciła oczami, dalej mocno ciągnąc mnie za rękę.
- Gdzie masz tą kartę członkowską ? 
- Tu - dziewczyna machnęła mi nadgarstkiem przed nosem, kiedy spotkała mój pytający wzrok szybko pośpieszyła z odpowiedzią - Wszczepiają Ci taki mały czip pod skórę.
- To nie higieniczne! Lekarz powinien robić takie rzeczy, tylko i wyłącznie! - oburzyłam się, ten pomysł nie podobał mi się od samego początku, ale teraz miałam ochotę się wyrwać i jak najszybciej wrócić do domu. To nie było wcale, a wcale dobre, lecz nie mogłam pozwolić, aby Jo poszła tam sama, a na pewno teraz nie byłam w stanie jej namówić na powrót. Nie chcę, żeby coś się jej stało, będę musiała jej pilnować.
- Oj nie marudź! Żyję?! Żyję i wszystko gra i śpiewa!
- Wiesz chociaż jak ten klub się nazywa? - próbowałam podejść od innej strony przyjaciółkę.
- Undergr.. Under... Niee... Ah! Underworld!
 
           _______________________________________________________________
 
                                                                           Niall
 
Underworld. Miejsce, w którym panują demony i wampiry. Co noc posłańcy ściągają świeżynki do lokalu dla klientów, aby żywili się nimi. Nigdy nie lubiłem tych ciot. Niskiej rangi lizusy z nieziemskiego świata, tak zwanego drugiego, starające się wyrwać na wyższe rangi. Jedynie niżej postawieni są nieczystej krwi ludzie zwani pasożytami. Ja będąc prawie na samym szczycie (bo od szczytu odgradzał mnie tylko ojciec) gardziłem nimi. Lecz trzeba przyznać im to, że takich ilości świeżych zabaweczek, nie ma nigdzie.
Do klubu nie dostaniesz się nie mając karty członkowskiej, która tak naprawdę była czipem z danymi wstrzykniętą pod skórę nadgarstka. Na małym dysku znajdowały się wszystkie najpotrzebniejsze dane. Imię, nazwisko, stanowisko w społeczeństwie, data urodzenia, lub data przyjęta za daną, no ewentualnie data przemiany. 
Pewnym krokiem wraz z chłopakami minęliśmy kolejkę. Ochroniarze podśmiechując się pod nosem, odezwali się do mnie z pogardą.
- Hej blondi, jeśli myślisz, że przychodząc tu w wojskowych ciuchach i farbie, wejdziesz bez kolejki to grubo się mylisz. Spadaj na koniec jak wszyscy.
Chwilę potem stał przyparty do muru przez Louisa, który nie pohamował się oraz zaprezentował swoje pokaźne szpony i głęboką czerń oczu. 
- Posłuchaj mnie uważnie śmieciu, tylko ja mogę go tak nazywać, takie szlamy jak ty nie mają prawa się tak do nas odzywać!
- Och Lou nie denerwuj się, pan ma rację, że mogliśmy lepiej się ubrać albo chociaż umyć po rzeźni przychodząc na imprezę - Harry kpił z całej zaistniałej sytuacji.
- Kim niby jesteście, że mamy się przed wami kłaniać?! - odezwał się drugi ochroniarz, któremu zawtórowała oburzona kolejka. 
Odciągnąłem Lou od marnej istoty i podszedłem do postawnego mężczyzny z ciętym języczkiem, wyciągając nadgarstek oraz tajemniczo się uśmiechając. Kiedy dioda się zapaliła na czerwono wskazując na najwyższej rangi istotę, jednocześnie wyświetlając moje dane miny im zrzedły. Ten, który tak cwaniakował szybko spuścił głowę mamrocząc przeprosiny. Coś takiego nie mogło przejść plebsowi. Przechodząc koło mężczyzn, zanurzyłem palce w klatce piersiowej pierwszego, co nazwał mnie 'blondi' i zręcznie wyciągając jego jeszcze bijące serce. Oddałem je przerażonemu koledze, dodając z uśmiechem.
- Pozdrowienia od ojca.
 
Piliśmy już z dobre dwie godziny, kiedy do naszego stolika dosiadł się diler. Mówiąc 'diler' nie miałem na myśli tych typków o za dużym mniemaniu o sobie, jakimi to nie są kozakami tylko kolesia, który zbierał szmal za świeżynki. W każdy ostatni piątek miesiąca jest sprowadzana 'specjalna świeżynka' zazwyczaj była to dziewica nie skalana jakimiś mocnymi używkami o najczystszej kwi i była wystawiana na licytację. Ten który zapłacił najwięcej miał ją na wyłączność. Miał na wyłączność najlepszy towar tej nocy.
- Panowie chcą się skusić na gwiazdeczkę dzisiejszej nocy? Towar jest wyjątkowo dobry i wszyscy się biją o nią dzisiaj!
- O nią? - zaciekawił mnie chłopak.
- Szatynka, ciemnie oczy, nieziemski uśmiech, istota ludzka, czysta jak łza. Stoi wysoko - 100 tysięcy.
- Co Horan dla relaksu po dobrze wykonanej robocie chcesz odreagować - Harry zażartował, kiedy ja posłałem mu uśmiech przed upiciem kolejnych łyków alkoholu.
- Więc powiedz mi chłopie jak ta 'wspaniała i czysta jak łza świeżynka' wygląda. Lubię wiedzieć co kupuję.
Czułem jak alkohol przejmuje kontrolę nad moim ciałem jak i umysłem. Dziś byłem w stanie zrobić wszystko. Jestem tak odurzony dzisiejszym zastrzykiem adrenaliny, krwi oraz używek, że nie jestem w stanie racjonalnie myśleć, a uczucia, które dzisiaj cały dzień w sobie zduszałem przejmowały niebezpiecznie kontrolę.
- Stary masz dzisiaj wielką konkurencję bo jeden z najbardziej wpływowych szych chce ją i jest w stanie zapłacić każde pieniądze.
Na te słowa zareagowałem śmiechem. Nie ma rzeczy, której Niall Horan nie może mieć. No kurwa jestem ukochanym synkiem ojca! Jemu nikt nie może podskoczyć, ani wśród żywych, ani wśród martwych.
- Mój ojciec też nie jest byle kim, więc mów kto to.
Chłopak uśmiechną się szeroko i palcem wskazał na środek parkietu. Odwróciłem głowę w tamtą stronę szukając interesującego mnie celu. Chwilę potem dojrzałem osobę, o której mówił diler. Mina mi zrzedła. Dałem cichy znak chłopakom. W mgnieniu oka przycisnęli chłopaka do siedzenia. Fakt mojego otępienia alkoholowego oraz tożsamość dziewczyny wcale nie pomagała. 
- Teraz powiedz mi złotko skąd ją wytrzasnęliście? - odezwałem się spokojnie siadając na blacie przed nim nic nie dając po sobie poznać. Wystraszony chłopczyna wydukał coś o tym, że przyszła z pasożytem. Została odurzona krwią demona z rodu starożytnych i teraz jest prowadzona licytacja - Z rodu starożytnych mówisz? - diler pokiwał wystraszony głową - Widzisz to dobrze się składa, bo to moja rodzina, tak więc licytacja dobiegła końca, płacę potrójną cenę i nikt nie ma prawa jej tknąć.
- Ale ta szycha powiedziała, że przebija każdą cenę aż do miliona i tuzina dusz.
- Nie rozumiesz słów 'licytacja skończona' lub 'jest moja'? Chłopcze jeśli życie jest ci miłe i nie chcesz żeby właśnie tu teraz zaczęła się rzeź pójdziesz grzecznie i powiesz, że szatynka została zlicytowana. Jeśli ktoś będzie miał jeszcze jakieś problemy powiesz, że wracasz od Horana. Jasne?!
- Takk-k-kk.. pro-szzz-proszę pana!
- No świetnie, teraz biegnij - poklepałem go po policzku uśmiechając się pewnie. Wypuściłem wystraszonego dilerka i spojrzałem za jego przerażoną, oddalającą się sylwetką - Panowie bawicie się dzisiaj na mój koszt, lecz bez mojej osoby, ja właśnie dobiłem idealnej transakcji.
Chwilę potem dostałem znak, że szatynka jest moja. Z uśmiechem przemierzałem parkiet. Wzorkiem przebiegłem po górnych lożach w klubie kiedy od tyłu podszedłem i położyłem dłonie na biodrach dziewczyny. Wtedy zobaczyłem wściekłego Sanginsa. Zawadiacko się uśmiechając, wyszeptałem do niego, patrząc mu prosto w oczy 'nie dziś kolego'.
Odwróciłem wzrok od wściekłego demona, kiedy brązowooka stanęła ze mną twarzą w twarz. Oboje byliśmy mocno odurzeni używkami, duchotą panującą wkoło oraz rządzą naszych ciał.
 
     ____________________________________________________________________
 
                                                                         Adriana
 
Z przymkniętymi powiekami tańczyłam na parkiecie. Nawet nie zwracałam uwagi na to co się dzieje wokoło. Nic nie miało znaczenia. Byłam sama, tylko ja i muzyka. Jej rytm niósł moje ciało w tylko sobie znanym tańcu. Nie miałam pojęcia gdzie jest Jo. Byłam przekonana, że nie wypiłyśmy tak dużo, no na pewno nie ja. Dwa drinki nigdy nie były w stanie mnie tak odurzyć. Aktualnie czułam się jak po zażyciu hektolitrów alkoholu i paru tabletkach ekstazy. Nie kontrolowałam swojego ciała. Było mi niesamowicie dobrze i odpływałam w tym uczuciu.
Nagle poczułam ciepłe i dziwnie znajome ręce na biodrach. Odwróciłam się przodem do właściciela, kiedy trafiłam na niezwykłe, błękitne tęczówki. Na mojej twarzy mimowolnie zagościł szeroki uśmiech. Właściciel niebieskich lazurów też nie omieszkał się od niego. Nie wiele myśląc i nie kontrolując się zarzuciłam rękę na jego kark, kiedy razem bujaliśmy się w rytm muzyki. Nasze ciała rytmicznie się ocierały o siebie, a ręce dziko błądziły po ciałach. To niesamowite jak alkohol pozbawia nas wszelkich zahamowań.
- Tęskniłam za tym - wyszeptałam do ucha Niallowi, przekonana, że i tak zagłuszy to głośna muzyka. Lecz chłopak uśmiechnął się przyciągając moje ciało bliżej swojego.
- Ja też i to bardzo.
Nawet nie wiem kiedy nasze usta przywarły do siebie delikatnie poddając się narastającemu pożądaniu. Cały świat gdzieś zniknął, zapadł się pod ziemią. Byliśmy tylko my. Ja i Niall. Kiedy nasze usta oderwały się na chwile od siebie chłopak uśmiechnął się tajemniczo oraz wypowiedział jakieś słowa których nie byłam w stanie dosłyszeć. Również nie dane było mi się o nie zapytać, ponieważ Niall znowu połączył nasze usta w idealnym pocałunku, a ja odpływałam w jego ramionach i miękkich, ciepłych ustach tak dobrze całujących...


       ___________________________________________________________________

Boooom!
Tak więc jestem z Rozdziałem 1O! Tak wiem, że troszkę (troszkę długo) musieliście czekać ale mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam to treścią oraz długością posta ;D
Również mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za to bo:

1. Mam dziś urodziny :p
2. Post już jest!
3. Jak mnie zabijecie to kto będzie wam pisał tego bloga??
Jeśli o to chodzi to dostałam już duży opierdziel od Domi i Jo :p Nawiasem do 'Kontaktów' dodałam adres tt Domi so go go follow! <3
Również witam nowych czytelników! Strasznie mi miło czytać takie wiadomości jak 'jest to jedyny blog jaki czytam i jest naprawdę zajebisty' i td i tp. Kocham Was za to! I jeszcze raz WIELKI DZIĘKI! <33
Btw jest jeszcze ktoś chętny do dodania się do listy 'Informowanych' ?? jak tak to klikać w zakładkę i podawać swoje niki na tt lub tumblr, ewentualnie pod postem :)
Ahh i czy będziecie tacy kochani oraz z okazji moich urodzin zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza? Wiem, że nie zasłużyłam ale i tak spłonę w piekle (mam nadzieję, że z Niallem) :D xx















Tu Domi. Chciałam serdecznie podziękować Adeli za ten rozdział, bo czytając go po prostu się rozpływałam... Całuski kochanie i jak najprędzej pisz kolejny i w końcu ich zshipuj, bo już nie mogę wytrzymać!
P.S. Moi kochani! Nasza Adela ma dziś urodziny, więc ja po raz kolejny składam jej gorące życzonka, do których mam nadzieję podłączycie się w komentarzach! xxxx


P.S.: Jak podobają się Wam chłopcy z Darkness jako badboy'e?!? Piszcie! :3 xx
Lots of love and blood,
Adela

22 paź 2013

Rozdział 9

-Coś ty, kurwa, zrobił?!
- Powiedziałam, że ma się trzymać z dala ode mnie...
- Czy cię do końca zjebało?! - wściekły Liam wyszczerzył na mnie oczy pochylając się do przodu. Kiedy wzruszyłem ramionami, mocniej zatapiając się w fotelu, dodał - No, najwyraźniej TAK!
- Tak będzie lepiej - ciężko westchnąłem, dotykając skroni, ciągle uciekając wzrokiem od swojego rozmówcy - Będzie bezpieczna, znajdzie sobie kogoś, na kogo zasługuje i wszyscy będą szczęśliwi.
- Jacy wszyscy?! - złość szatyna rozsadzała go od środka, uniósł brwi tak, że prawie dotknęły linii włosów, a żyła na jego szyi bardzo się uwidoczniła - A co z tobą?! Nie pomyślałeś, że może ty jesteś osobą, na którą ona zasługuje??
- Nie, nie jestem i nigdy nie będę Paynoo.
- Jaka jest z ciebie egoistyczna cipa Horan! - szatyn nerwowo to siadał na stolik przed mną, to wstawał, aby chodzić w tą i z powrotem po salonie.
- Byłbym ''egoistyczną cipą'' jak to określiłeś, gdybym zatrzymał ją przy sobie.
- A nie pomyślałeś, że możesz ją tym zranić?! Bez słowa wyjaśnienia, z dupy wyjętymi argumentami - zrywasz z nią! - Li zamachnął się rękoma w teatralnym geście.
- Ale my nie byliśmy nawet razem! Nic między nami nie było!
- No dobra - Payne ponownie przycupnął na stoliku naprzeciwko mnie - Powiedz mi tylko teraz, czy ona czuje to samo?
Zatkało mnie. Li wypowiedział na głos słowa, które od jakiegoś czasu spychałem gdzieś na bok świadomości. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że coś spierdoliłem lub istnienia możliwości skomplikowania sobie życia. Było dobrze tak, jak jest teraz! Wszyscy są szczęśliwi. Ja zaspokajałem swoje zachcianki idąc dawnym trybem życia. Pustym, lekko samotnym, a zarazem egoistycznym, ale idealnym i nie wymagającym angażowania się z mojej strony w żadne gówniane kwiatki, serduszka i uczucia. 
- Jak długo będziesz się tak bił z myślami ? - zapytał Harry, materializując się znikąd, za moim lewym barkiem, oparł się o zagłowię kanapy, pochylając się lekko w moją stronę - Wiesz na kogoś, kogo nic nie obchodzi, ta sytuacja strasznie mocno cię obchodzi.
- Kurwa Harry, co to za składnia?! - skonsternowany ściągnąłem brwi - I, skąd ty możesz wiedzieć, co myślę?!
- Składnia à la ja! - Harry wygiął usta w dziwnym geście wahającym się na granicy zamyślenia i uznania, przeskakując oparcie kanapy i lądując dupą na mnie, dodał - A wiem, bo tak się zamyśliłeś, że niechcący mnie wpuściłeś!
Zrzuciłem loczka z moich kolan, przewracając oczami. Muszę się lepiej pilnować. Zielonooki drocząc się ze mną, najpierw zrobił urażoną minkę, aby za chwilę zacząć dziecinnie chichotać obejmując mnie za ramię.
- No dobra dupeczki, może ktoś mnie w końcu wtajemniczy, co?? Lou chce zamordować Nialla, choć sam nie wie dokładnie za co, Zayn jest jak nie z tego świata, no nie licząc tego, że jest... Ale tak jak by...bardziej... - Harold zawiesił się na chwilę, analizując swoją głęboką myśl, spoglądając na sufit - Li jest jak jakaś przewrażliwiona kobieta w ciąży, podczas okresu!
- Ja pierdole! - Liam schował twarz w dłonie, kiedy ja śmiałem się, nie do końca wiedząc czy raczej nie powinienem płakać - Załamujesz mnie! Jak kobieta w ciąży może mieć okres?!
- No nie wiem! Ale tak się zachowujesz! - Hazz wytrzeszczył oczy i wskazał palcem na przyjaciela, kiedy ten rozłożył ręce załamany - A ja tego wszystkiego nie ogarniam. 
- No widać, że nie ogarniasz - wydusiłem przez śmiech - I widzę, że ktoś tu musi wrócić do szkoły.
Styles uśmiechnął się przebiegle do swojej jakże ''genialnej'' myśli, która właśnie zagościła w jego głowie. Liam machał głową nie dowierzając w to, co się dzieje. Nagle lokowaty poderwał się z miejsca oznajmiając:
- Muszę coś załatwić.
I tyle go widzieliśmy. Śmiałem się pod nosem, zastanawiając się jak on może być bezdusznym mordercą, kiedy jest takim słodkim dzieciakiem.
Wstałem z kanapy i złapałem szatyna za bark.
- Chodź kobieto w ciąży, z okresem, idziemy się napić - Li podniósł na mnie rozbawiony wzrok, szeroko uśmiechnąłem się do przyjaciela - Znaczy ja, bo ty nie możesz będąc w ciąży!
Śmiejąc się z wielkiej mądrości Harolda, Paynoo podniósł ociężale swoje szanowne cztery litery i podreptał za mną do drzwi.
 
- Wiesz, że jesteś ofiarą zasad, które sam przed sobą postawiłeś? - Liam w końcu się odezwał, po moim długim monologu. Opowiedziałem mu moje wszystkie wątpliwości, pytania i uczucia jakie mi towarzyszyły przez ostatnie pół roku. On cierpliwie je wysłuchał, nie przerywając.
Siedzieliśmy na ganku domku w Irlandii pijąc jakiś stary rocznik wina, zamyszkowany przez Louisa. Teraz chociaż będzie miał konkretny powód, aby mnie zabić.
- Wiem - wyszeptałem cicho, wpatrując się w rozciągający się horyzont Lough Ennell przed moim nosem - Wiem Liam, ale jak bardzo potrafisz zniszczyć dobrą dziewczynę, żeby poszła na samo dno razem z tobą? Ja nie potrafię. Adriana nie pasuje do mojego trybu życia, a ja nie jestem jej wymarzonym chłopakiem. Bo spójrzmy prawdzie w oczy, nie nadaję się na chłopaka, narzeczonego czy całą tą resztę tego gówna, a one tylko na to patrzą i chcą się bawić w te wielkie miłości, zauroczenia, trzymanie za rączki - pociągnąłem duży łyk czerwonego trunku, przenosząc wzrok na przyjaciela - Co to w ogóle, kurwa, jest? W życiu, nie bawiłem się w nic takiego...
- Mnie się pytasz? Ja bawiłem się tak raz, ponad sto lat temu! Nawet nie pamiętam, jak to jest... - grobową ciszę przeciął nagle nasz śmiech - Mimo to wiem, że przez to całe gówno byłem bardzo szczęśliwy - Li nagle spoważniał, ściągając brwi - Najsmutniejsze jest to, że już nawet nie pamiętam jej twarzy.
- Wspomnienia zza czasów człowieczeństwa ci się zacierają? - przyjaciel skiną głową.
- Jak przez mgłę pamiętam ucinki, jakieś fragmenty wspomnień. Widzę większość aspektów, uczuć sytuacji, ale teraz wyprany z czegokolwiek, za cholerę tego nie rozumiem. Jakby człowieczeństwo było niezbędnym składnikiem do interpretacji tych chwil.
Szatyn intensywnie myśląc nad tą tezą, wpatrywał się w bliżej nieznany punkt, popijając wino. Zawiesił się, a ja nie miałem zamiaru go wytrącać z tej zadumy. Oboje potrzebowaliśmy tej chwili ciszy na poukładanie mętliku w naszych głowach. Mimo to mój telefon nie miał zamiaru tego uszanować, dzwoniąc namiętnie trzy razy, aż wściekły odebrałem.
- Niall zbieraj swoją dupę w kroki i Liama przy okazji, bo czekamy tu z nowymi dokumentami do opracowania! Przypominam, że mimo, iż Sangins nie pokazuje się, to nie znaczy, że zlecenie na ciebie wygasło - nie zdążyłem nic powiedzieć, kiedy Zayn puścił całą wiązankę informacji.
- Tak Zen, już się zbieramy.
- Nie nazywaj mnie tak, wiesz że tego nienawidzę.
- Oh, nie denerwuj się Zeneee, mamy coś dobrego z Liamem - uśmiechnąłem się do szatyna, rozłączając się - Na cóż przyjacielu, nie jest nam dane poleniuchować tutaj, zebrała się narada pięciu u mnie w mieszkaniu.
Payne przewrócił oczami, stając ramie w ramię ze mną. Chwilę potem czułem jak moje i Liama ciało rozpływa się w gęstą mgłę, ostatni raz tego dnia zerknąłem na taflę Lough Ennell, następnym co widziałem było już moje mieszkanie i wzrok pozostałej trójki przyjaciół.
- Niall czy to moje wino z zabronionej spiżarki?! - Louis wściekły wydarł się, kiedy tylko zobaczył butelkę w moim ręku.
Kurwa. Odrzuciłem butelkę do Zayna, słodko uśmiechając się.
- Skądże!
- Horan, utłukę cię!
 
 
Nieprzytomny sączyłem powoli kawę z bufetu szkolnego. Nie dość, że poniedziałek, to jeszcze kawa ohydna. Wczoraj siedziałem w sumie, aż do rana z jebanymi dokumentami, które przytargali chłopacy. Jeszcze jakby tego było mało, to przypomniało mi się dopiero po czwartej, że mam zadaną lekturę i wypadałoby chociaż przeczytać jakieś porządne streszczenie. 
Tak rozczulającego się nad sobą, zastał mnie dzwonek na przerwę. Właśnie skończyło mi się okienko i miałem zaprowadzić swoją sponiewieraną dupę do szafki, po książki na ostatnie już dziś zajęcia. Czyli etykę z Ann.
 
        _________________________________________________________________
                                                                    Adriana 
 
Poczłapałam niechętnie do swojej przedostatniej ławki na etyce. Na szczęście była to już ostatnia lekcja. Od wyjścia ze szpitala nie minęło wiele, ale ja już nie mogłam wytrzymać w domu i postanowiłam wrócić szybciej. Teraz tego żałowałam. Strasznie kręciło mi się w głowie, a pulsujący ból u nasady głowy nie pozwalał w spokoju wysiedzieć ani chwili. Uchyliłam lekko okno, aby świeże, zimne powietrze choć trochę poratowało mnie, przywracając resztki świadomości. Wraz z pierwszym podmuchem wiatru ból ustępował i był do zniesienia. 
Nauczyciel zaczął sprawdzać listę obecności. Ja po upewnieniu się, że wpisał mi obecność wpatrywałam się w pluchę za oknem, nie zwracając zbytnio uwagi na to co się dzieje.
- Niall...? Niall Horan jest? 
- Jestem, przepraszam za spóźnienie.
- Dobrze, siadaj chłopcze. Stefan, Paula... - nauczyciel kontynuował sprawdzanie listy.
Mimowolnie odwróciłam się w stronę głosu blondyna. Właśnie pewnym krokiem przemierzał salę z podręcznikiem w ręku, aby usiąść na swoje miejsce. Bacznie obserwowałam każdy jego ruch. Ku mojemu zdziwieniu nie usiadł w ławce za mną tylko dosiadł się do mnie! Przeklinałam w duchu wypadek. Przez niego Wiki leży w szpitalu ze złamaną nogą i nie wyjdzie szybciej jak za miesiąc!  Wszystko się po nim psuło. Ja wróciłam do fazy 'zapieraj się rękoma i nogami Nialla, a najlepiej zapadnij się pod ziemię lub ucieknij' i nie miał kto mnie ratować. Nie mam pojęcia, co mam zrobić w tej sytuacji, bo na pewno nie wytrzymam godziny lekcyjnej przy nim!
Zacisnęłam zęby. To tylko 45 minut, a nawet już tylko 40 minut. Wytrzymasz je, potem możesz uciekać stąd jak najdalej! Przyjęłam taktykę kompletnego ignorowania chłopaka i udawałam, iż czytam tekst omawiany na lekcji. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że poczułam przeszywający wzrok Nialla. Siedział odchylony na krześle lustrując mnie wzrokiem. Ma moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a sylwetką wzdrygną silny dreszcz. Nauczyciel widząc to przerwał nieudolne czytanie Leszka Kołakowskiego ''O tolerancji'', jakiemuś uczniowi, słowami:
- Zamknę już okno, zimno się robi - Co nie!!! Błagam miej litość człowieku i nie rób tego! Błagam nie.. nie... - Proszę, kontynuujmy.
Z chwilą odcięcia dopływu zimnego powietrza moja głowa z podwójną siłą dawała się we znaki. Obecność Horana wcale mi w tym nie pomagała! Czułam jak odpływam. Minuty wlekły się złośliwie wolno. Oczy powoli zachodziły mi mgłą, starałam brać się głębsze oddechy i za wszelką cenę wytrzymać jeszcze te cholerne 20 minut, ale moje wysiłki spełzły na niczym, kiedy poczułam jak Niall się przysuwa, a jego dominująco-przytłaczająca aura miażdży mnie, jednocześnie odcinając dopływ tlenu.
- Ann dobrze się czujesz? - podniosłam na niego wystraszony wzrok, czegoż ty ode mnie chcesz?! Pokiwałam głową, mrucząc słabe tak - Proszę pana, mogę zabrać Adrianę do pielęgniarki? Źle się czuje.
- Nic mi nie jest - słabo wydukałam, ciskając piorunami w Nialla. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały wiedziałam, że to był wzrok nie znoszący sprzeciwu.
- Jesteś dopiero co po wypadku i jest ci słabo! Nawet nie próbuj się sprzeciwiać, idziesz do pielęgniarki - wysyczał przez zęby, zbierając nasze rzeczy.
- Masz rację chłopcze, Ann strasznie zbladłaś. To wasza ostatnia lekcja? - kiwnęłam niepewnie głową - Zwolnię was, tylko prosto do pielęgniarki.
W kompletnej ciszy opuściliśmy salę. Czułam jak spojrzenia wszystkich są utkwione w naszej dwójce. Kiedy tylko drzwi zamknęły się za blondynem naskoczyłam na niego.
- Co ty sobie myślisz?! Robić takie sceny przy wszystkich, kiedy nic mi nie jest!
- Może by tak ciszej, trwają lekcje i źle się czujesz, nie zgrywaj bohaterki - odparł beznamiętnie.
- Ja zgrywam bohaterkę?! To ty jesteś taki wspaniałomyślny, że 'ratujesz mnie z opresji'.
- Choć już do pielęgniarki i nie gadaj tyle - wyminął mnie, idąc korytarzem w stronę gabinetu.
Krew się we mnie gotowała! Co za burak! Więc teraz tak nasze rozmowy będą wyglądać? Żadnego 'cześć! co słychać?' tylko choć, zrób co mówię i odpierdol się?! Nawet się już ze mną nie wita, kiedy widzi mnie na korytarzu czy w sali. Jest tak jak na etyce. Nie odzywa się do mnie, a jeśli nawet to lodowatym tonem. Tak jakbym zupełnie nie istniała. Ciągle towarzyszy mu ta przytłaczająca aura i ciągle czuję jego przeszywający wzrok na sobie tak, że aż ciarki przechodzą mi po plecach.
- Nigdzie nie idę - zaprotestowałam.
- Nie kłuć się tylko chodź... - za nim zdążył coś jeszcze powiedzieć, ja osuwałam się powoli po ścianie.
 
- No cukiereczku, witamy wśród żywych - przywitał mnie ciepły głos, pulchnej pielęgniarki - Dobrze, że się obudziłaś. Twój chłopak nadal tu jest.
- Słucham mój chło..?- zamilkłam, kiedy zobaczyłam, że moje stopy leżą na kolanach Nialla siedzącego na końcu łóżka w pokoju pielęgniarki. Bacznie przyglądał się mojej twarzy szukając w niej odpowiedzi - Co się stało?
- Straciłaś przytomność - cicho, niskim tonem zauważył blondyn.
- To przez osłabienie organizmu kochana, powinnaś bardziej na siebie uważać i zrezygnować ze szkoły do końca tygodnia. Mimo, że wyszłaś z wypadku bez większego szwanku to nie znaczy, iż to nic wielkiego - pulchna kobieta uzupełniała moją kartę zdrowia i jakąś jeszcze kartkę, następnie podając mi ją. Niall pomógł mi zejść z łóżka chwytając mnie za ramie, jednocześnie asekurując w drodze do biurka kobiety. Czułam ciepło jego silnego ciała. Dzieliły nas dosłownie milimetry, stał tak, aby na wszelki wypadek złapać mnie, gdybym miała znowu zasłabnąć - Do podpisu rodziców. I niech chłopak cię lepiej odprowadzi do domu. Wiesz, posiadanie takiego mężczyzny u swojego boku to prawdziwy skarb! Kiedy byłaś nieprzytomna cały czas troszczył się o ciebie.
Zaciągnęłam się powietrzem, spoglądając na swoje splecione palce. Na moje policzki wylał się szkarłatny rumieniec. Czułam jak Niall cały się spina, świdrując kobietę wzrokiem.
- My nie jesteśmy parą.. - odparłam szeptem, nie podnosząc wzroku.
- Oh, przepraszam po porostu tak ładnie razem wyglądacie i się opiekujecie, że myślałam... - czułam jak robię się coraz bardziej zażenowana, naprawdę wybrała nieodpowiedni moment na tego typu gadki - No, nie ważne.. Tak czy inaczej prosiłabym cię chłopcze, żebyś ją odprowadził, jeśli to nie problem. Nie chcemy przecież, żeby się jej coś stało prawda?
- Oczywiście - odparł Niall obejmując mnie w pasie i lekko popychając w stronę drzwi.
- Dziękuję i do widzenia - mruknęłam, kiedy byłam już za progiem. Pielęgniarka jeszcze coś powiedziała do chłopaka, kiedy ten wychodził. Nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam ale usłyszałam coś w stylu 'opiekun to największy skarb dla kobiety, niczego więcej nie wymagamy'.
Podniosłam wzrok w momencie, kiedy zamyślony Niall zamykał drzwi. Podniósł swoje niebieskie oczy, w których czaiło się tak wiele uczuć. Chwilę potem przymknął powieki, potrząsając głową i znów, powróciło lodowate spojrzenie bez większego wyrazu.
- Nie musisz mnie odprowadzać, nic mi nie jest.
- Zbieraj się.
- Powiedziałam, że ...
- Nic ci nie jest? Tak słyszałam, ale jeśli oceniasz swój stan jak ten z przed 20 minut to przestań się kłócić i zbieraj się, bo nie mam czasu na takie pogawędki.
Niall widząc moją bierną postawę, pociągnął mnie w stronę szafek. Szarpałam się z zamkiem, kiedy ten dalej oziębłym wzrokiem skanował każdy mój ruch. Trzęsły mi się ręce i jak na złość cholerny zamek zatrzasnął się. Czułam, że mam ochotę się rozpłakać. Nienawidzę Nialla, kiedy jest taki! Zacisnęłam powieki poddając się.
- Daj księżniczko, ja to zrobię - chłopak zlitował się, widząc moje nędzne próby otwarcia drzwiczek. Blondyn jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki otworzył bez większego wysiłku moja szafkę - Proszę.
Wyszeptałam płaczliwe dziękuję, wyciągając swoją kurtkę i uciekając jak najdalej stamtąd. Nie zaszłam daleko jednocześnie zmagając się z plecakiem, płaszczem oraz chodzeniem. Chwilę potem stał koło mnie ubrany w płaszcz Niall, zabierając mój plecak i przerzucając go sobie przez ramię. Spokojnie się ubrałam. Kiedy wyszliśmy już na kampus szkoły, a świeże powietrze owiało moją twarz, poczułam się lepiej. Chciałam odebrać moją torbę, kiedy blondyn stanowczo odmówił. Nie miałam sił się kłócić, szłam dwa kroki przed Niallem z założonymi rękoma na klatce piersiowej. Dreptałam powoli dobrze znaną mi na pamięć drogą do domu. Najszybciej było przejść przez kamienice, park, potem 7 min drogi przez osiedle, też tylko mi znanymi skrótami i jestem w domu! 
Podążałam w ciszy, nie odwracając się, jak również, ani na chwilę się nie zatrzymując. Niall również nie miał zamiaru przerwać tej krępującej ciszy między nami. Powoli niezręczna sytuacja zaczynała mi doskwierać. Przypomniało mi się, kiedy odwoził mnie do domu swoim samochodem. Wtedy cisza jaka panowała była kojąca i miła, wtedy też pierwszy raz nazywał mnie księżniczką... Dzisiaj mnie nazwał księżniczką... To boli.. To tak cholernie boli! Od dłuższego czasu przyzwyczajam się do faktu, że stosunki między nami nigdy się nie polepszą, a on tylko to wszystko pogarsza swoim zachowaniem! I kiedy tak na mnie mówi, tylko przywołuje wspomnienia, kiedy wszystko się układało oraz było o niebo lepsze.
Mocno zacisnęłam powieki, kiedy poczułam jak pojedyncza łza spływa po mojej twarzy. Szybko ją starłam. Nie chcę być słaba. Nie chcę się tak czuć, ale nic nie mogę na to poradzić. Za pierwszą łzą poleciały kolejne. Nawet już nie fatygowałam się ich ścierać. Liczyło się tylko by dojść do domu, rzucić się na łóżko i wypłakać w poduszkę wszystkie żale.
 
           _____________________________________________________________
                                                                    Niall
 
Serce mi się krajało kiedy tak szliśmy w ciszy. Słyszałem wszystkie gorzkie łzy i ciężkie oddechy, kiedy Ann próbowała się uspokoić. Najgorsze w tym wszystkim było to, że prawdopodobnie powodem jej smutku byłem ja. Ta myśl była nieznośna dla mnie! Czułem jak się rozpadam od środka. Z każdą kolejną jej łzą, coś we mnie umierało. Jestem taki wściekły z tego natłoku uczuć w nas! Jestem wściekły, bo mi zależy. W końcu się do tego przyznałem. Zależy mi na niej. Chcę ją chronić przed całym złem tego świata, ale przede wszystkim, przed sobą. Cóż z tego jeśli ją tym ranię? Prawda jest taka, że sam sobie wmawiam, że chronię ją przed sobą, kiedy tak naprawdę ją odpycham. Cholernie jest mi nie na rękę to wszystko, co się dzieje ze mną w stosunku do niej. Robię się miękki, opiekuńczy, troskliwy, bawię się w te wszystkie kwiatki, serduszka, zauroczenia... Gubię się w tym wszystkim, bo jest to dla mnie nowe. Nigdy wcześniej nie miałem z tym wszystkim odczynienia, a słowa pielęgniarki uświadomiły mi, że nawet niepodświadomie pogrążam się w tym wszystkim. Nie słuchałem, ani Liama, ani Zayna, ani samego siebie. Od tak dawna wmawiam sobie, że 'nie zasługuję na ciebie księżniczko', ale prawda jest taka, że jestem najlepszy z tobą...
Adriana potknęła się o własne nogi, chwiejąc się wyprostowała sylwetkę, nabierając dużo powietrza do płuc. Kiedy miała odejść jak najdalej od mnie, złapałem ją za przedramię i mocno pociągnąłem w wyniku czego wpadła w moje ramiona. Mocno przytuliłem wątłą sylwetkę dziewczyny do siebie tak jak bym miał już nigdy więcej jej nie zobaczyć. Szatynka na początku się opierała, lecz kiedy zauważyła, że nie mam zamiaru jej puścić, wtuliła się we mnie cicho łkając. 
- Ciii.... Księżniczko nie płacz, proszę - starałem się uspokoić Ann przemawiając jak najspokojniej i cieplej potrafiłem - Już wszystko dobrze...
- Nic nie jest dobrze Niall - wyszlochała do mojego ramienia mocniej się wtulając - Dlaczego mi to robisz?
Dlaczego czuję się taki winny? Dlaczego wstrzymuję oddech, martwiąc się o jej sens słów?! Zatracam się w strachu przed tym, że jest jedyną osobą która może mnie zranić?! Jest jedyną moją słabością. Zależy ci Niall! Nie mów tego, błagam choć raz spróbuj!
- Tak jest lepiej dla ciebie księżniczko - brawo, jak zwykle działasz szybciej niż myślisz. Debil! 
- Nie mów tak do mnie, jeśli masz zamiar mnie odpychać, zdecyduj się w końcu. I wcale nie jest lepiej, tylko gorzej... 
Adriana otarła łzy wyszarpując swój plecak i puszczając się biegiem w stronę swojego domu. Stałem tam wbity w ziemie, kiedy osoba na której tak mi zależało właśnie zatrzaskiwała furtkę, ostatni raz podnosząc na mnie smutny wzrok. Brawo, na prawdę brawo, spisałeś się chłopie! Wygrywasz pierdolony certyfikat umiejętności spierdalania wszystkiego, Horan! 
 
 
Zapadł wzrok, kiedy szedłem swoją ulica do pustego mieszkania. Cały czas umartwiałem się wydarzeniami z całego dnia. Jak bardzo się nienawidziłem za to co powiedziałem Ann. Za to co się ostatnio dzieje. Za wszystko. Liam wielokrotnie powtarza mi ''Złe rzeczy zawsze zostają z tobą. Podążają za tobą i nie możesz się ich pozbyć nie ważąc na to jak mocno byś chciał się ich pozbyć.'', a ja nie wiem kiedy w końcu sens tych słów do mnie dotrze i pogodzę się ze swoim nędzną egzystencją. 
Z zamyślenia wyrwał mnie chichot dziecka. Podniosłem wzrok w tamtą stronę. W ciemnej branie zza ścianką kryła się mała dziewczynka. Miała długie białe włoski spięte w kucyk, przewiązane czerwoną wstążką. Miała na sobie czarny płaszczyk, tego samego koloru buciki i czarą sukienkę. Podchodząc bliżej widziałem jej niezwykle szare oczy. Nagle dziewczynka uciekła w głąb bramy piszcząc.
- Nii pośpiesz się! Zobacz co zrobiłam!
Tylko jedna osoba na tym całym popierdolonym świecie mówiła do mnie ''Nii''. Wtedy dotarło do mnie kim była dziewczynka.
- Lilit... przecież ty nie żyjesz...
Puściłem się biegiem. Z poślizgiem wpadłem w bramę, potykając się i tracąc równowagę. Podparłem się ściany przemierzając ciemność. Chwilę potem wybiegłem na podwórko. Szybko podszedłem do blondynki przykucając przed nią i patrząc prosto w oczy.
- Lilit, co ty tu robisz?! Jak się tu znalazłaś? Myślałem, że..
- Nii pacz ... - dziewczynka nie dała mi skończyć wskazując na postać opierającą się o murek. Wcześniej jej nie zauważyłem. Mrużąc oczy dostrzegłem, że to Adriana! W dodatku cała we krwi! Zerwałem się do dziewczyny, ta ledwo przytomna wypowiedziała moje imię. Osuwała się powoli na ziemię. Złapałem ją mocno w talii, podpierając własnym ciałem. Jej ręce, kruche ciało, a nawet twarz były pokryte krwią. Jej własną krwią. Przez jej klatkę ciągnęła się długa rozszarpana rana. Starałem się tamować ranę, lecz to było na nic. Ann już straciła mnóstwo krwi, która nie przestawała lecieć, a rany były zbyt rozległe, aby je zatamować. Było za późno. Nie mogłem jej uratować. Patrzyłem w ukochane brązowe oczy, z których powoli wyciekało życie. Drobną zakrwawioną rączką dotknęła mojej twarzy lekko się uśmiechając. Kiwałem się do tyłu i do przodu, kurczowo ściskając sylwetkę szatynki. Cały się trzęsłem. Łzy leciały potokami i wkoło powtarzałem 'przepraszam, to moja wina, przepraszam cię tak bardzo' jak jakąś pierdoloną mantrę. Kiedy poczułem jak ciało Ann bezwładnie opada w moich ramionach, a wszystkie mięśnie jej ciała rozluźniają się, zaniosłem się histerią.
- Nie Ann! Błagam cie, nie odchodź! Proszę obudź się! Ja cie tak bardzo przepraszam księżniczko...
Łkałem w zagłębieniu jej szyi, kiedy dziecięcy głosik wyrwał mnie z rozpaczy.
- Nii dlaczego płaczesz? Przecież zrobiłam to dla nas!
- Coś ty zrobiła Lilit!! Dlaczego?!
- Żebyśmy mogli być już razem na zawsze... Ty i ja... twoja ciemność...
 
Zerwałem się ze snu. Z piekielnego koszmaru. Nie wiedziałem czy był tylko przestrogą czy może przepowiednią, czy tylko zwykłym koszmarem. Wiem jedno, od lat nie śniła mi się Lilit i nie zasnę do puki nie sprawdzę czy Adriana nie jest bezpieczna. 
Pośpiesznie odrzuciłem kołdrę, naciągając na siebie pierwsze lepsze ciuchy. Chwilę potem wbiegłem do kuchni po szklankę lodowatej wody na uspokojenie. Oddychając głęboko pozwoliłem wypłynąć czarnej mgle i zabrać się do pokoju dziewczyny.
Zmaterializowałem się na dużym parapecie okna Ann. W środku pokoju paliła się lampka nocna, lecz szatynka już dawno spała. Zegarek wskazywał na 23:54. Delikatnie ruszyłem zawias w oknie i uniosłem je do góry wślizgując się do środka. Cicho zamknąłem okno, starając się nie wybudzić dziewczyny ze słodkiego snu. Podszedłem do szafki nocnej gasząc lampkę i naciągając na dziewczynę wyżej pościel. Nie mogłem się powstrzymać od przejechania palcem po jej pięknej skórze zaczynając od linii szczęki, a kończąc na obojczyku. Dziewczyna delikatnie westchnęła przez sen, mocniej wtulając się w poły pościeli. Ułożyłem się obok Adriany na łóżku, podziwiając jej spokojne oblicze delikatnie rysujące się w ciemności przez poświatę księżyca. Jej równomierny oddech mnie uspokajał. A delikatność i intymność chwili podsycała pragnienie posiadania jej na własność. Już na zawsze. 
Otulony tą chwilą odpływałem do krainy marzeń sennych, zapominając o dręczących mnie złych przeczuciach i myślach. Czasem sny się spełniają, ale nie możemy zapomnieć, że koszmary po części są snami...


          _________________________________________________________________

* Lough Ennell - to jezioro niedaleko Mullingar w Irlandii. Jak ktoś zapomniał, pojawiło się już wcześniej w opowiadaniu (dokładnie rozdział 7) :)

   ___________________________________________________________________

Hej Misie!
Tak wiem, że spóźniałam się z dodaniem rozdziału i przepraszam bardzo za to :C Wybaczycie c'nie? :3
Tak jak podałam w OGŁOSZENIU zrobię listę z Osobami informowanymi, z tego powodu powstanie specjalna zakładka gdzie wypiszę wszystkie wasze niki lub inne adresy kontaktowe. Jedyny warunek bycia powiadamianym:
JA INFORMUJĘ = TY KOMENTUJESZ

Wystarczy zwykłe 'super', 'fajne' czy cokolwiek innego wpadnie wam do głowy :) Interakcja i współpraca! <3
Również wpadłam na pomysł, że w najbliższym czasie zrobię zakładkę o bohaterach, miejscu i czasie akcji oraz wszystkim co dzieje się w opowiadaniu z objaśnieniami jakby ktoś zapomniał, pogubił się i chciał sobie przypomnieć szczegóły wraz z przypisami. Będę aktualizowała zakładkę wraz z nowymi rozdziałami i pytaniami od Was  :) xx
Przypominam, że jest planowana zmiana wyglądu bloga i w najbliższym czasie mam zamiar skończyć dobierać grafiki.
I co Wy na to aby zrobić zwiastun do opowiadania?? Piszcie :3 xx
Love ya,
Adela.
P.S.: Niki piszcie pod koniec komentarzy, pod tym postem :) xx