14 sie 2013

Rozdział 3

- Stary jesteś pewny, że chcesz to zrobić? - Mulat próbował mnie jeszcze przekonać, kiedy ja uporczywie walczyłem z pakowaniem podręczników i potrzebnych dokumentów do plecaka.
- Zayn podjąłem już decyzję i nie zamierzam jej zmieniać - spojrzałem prosto w oczy przyjaciela, który badanie mi się przyglądał - Harry wysłałeś wszystkie dokumenty?
- Tak, wszystkie są w sekretariacie.
- Mogę chociaż znać powód dla, którego to robisz? - Zayn nie dawał za wygraną.
- Z nudów, zatęskniłem za przekomarzaniem się z nauczycielami, zasoby  nowych lasek do przelecenia takie tam... Muszę komuś podziałać na nerwy - posłałem diabelski uśmieszek Mulatowi.
- Nam już wystarczająco działasz na nerwy!
- Malik wyluzuj i tak wywalą go  za miesiąc, bo nie będzie chodzić na lekcje albo sam się znudzi - Harry grzecznie się wtrącił w rozmowę uspokajając trochę brązowookiego - Nie pamiętasz jak ostatnio się skończyło?
Harry miał rację. Kończąc kilkakrotnie szkołę troszeczkę się nudziła i często zdarzało mi się rzucać edukację zanim minął jej miesiąc, lecz teraz miałem dobry powód aby podjąć ponownie naukę w szkole. A fakt, że mam już pięć dyplomów z ukończenia studiów, możemy taktownie przemilczeć.
- Niech będzie! Ale żeby potem nie było, że nie mówiłem! - oburzył się brunet.
- Też cię kocham mendo stara! - krzyknąłem za chłopakiem, który właśnie wściekły wyszedł z pokoju.
- Nagrabisz sobie - Harry spojrzał na mnie wymownie, a ja pokiwałem głową, mamrocząc niewyraźnie słowa 'Ty też będziesz truł dupę?!', lecz on widząc moją postawę wobec tematu, dodał - No nic! Wiem, że obaj jesteście uparci. Teraz bierz szanowne cztery litery w obroty bo się spóźnisz. Nie dość, że od tygodnia twa rok szkolny i nie byłeś na ani jednych zajęciach, to jeszcze dzisiaj nagrabisz sobie u dyrektorki.
- Oh proszę Cię Niall 'zajebisty' James Horan musi mieć dobre wejście! - zażartowałem a lokowaty tylko wywrócił oczami śmiejąc się - I wiesz dobrze, że nikt nie oprze się mojemu urokowi! - prawie nikt, ta myśl nie dawała mi spokoju. Właśnie dla tego idę do tego cholernego liceum - Już widzę jak pierwsi będziecie do mnie dzwonić i prosić o numery do jakiś dobrych lasek.
- A ja już czuję jak będziesz płakać bo będziesz musiał odrabiać 'zjebane' prace domowe. - Harry dodał w żartach, lecz mnie zatkało.
Kurwa prace domowe, sprawdziany oraz reszta tego gówna. Zupełnie o tym zapomniałem. Ale teraz było już za późno. Stałem właśnie spakowany i gotowy, a moje nowe dokumenty leżały na biurku u dyrektor.
- Widzę, że ktoś tu zapomniał o czymś ważnym...
- Mniejsza, o to teraz nie mam czasu idę na miłą pogawędkę z P-A-N-I-Ą dyrektor.
Wskazałem ręką Harryemu drzwi prowadzące do salonu, gdzie o jedną ze ścian stał oparty Zayn. Z założonymi rękoma, wściekły, przysłuchiwał się naszej wymianie zdań. Wiem, że nie podobał mu się kompletnie pomysł z liceum, bo to oznaczało koniec picia i imprezowania. A raczej duże ograniczenie naszych zabaw, bo bądźmy szczerzy bez nich się nie obejdę. Z czasem mu przejdzie, zawsze tak jest. Najpierw wielki ból dupy, potem marudzenie, pogodzenie się z faktem dokonanym i nabijanie się ze mnie jak to znowu porzuciłem to wszystko w pizdu. Zayn zawsze był tym 'nadopiekuńczym' z naszej piątki.
- Rzemień, Nialler. - Mulat podał mi mój talizman. Dobrze wiedział co to znaczy. Co to dla N-A-S znaczy. Nic nie powiedziałem. Spojrzałem tylko głęboko w oczy przyjacielowi i kiwnąłem głową - Nie wpakuj się tylko w jakieś gówno.
- Za późno - Harry posłał uroczy uśmiech w naszą stronę. Odpowiedzieliśmy śmiechem.

Po pięciu minutach staliśmy pod moją nową szkołą. Pech chciał, że jest dwie przecznice dalej od mojego mieszkania, choć może to i lepiej? Bo jak znowu zaśpię to chociaż spóźnienie nie będzie takie duże. Lecz prawda jest taka, że i tak mogę mieć na to wyjebane, wystarczy, abym użył mojej ciemnej strony.
Byłem niecałe dziesięć kroków od chłopaków, którzy mnie odprowadzili, kiedy usłyszałem:
- Daję mu miesiąc - odwróciłem się w ich stronę, Harry właśnie wyciągał rękę w stronę Zayna do przypieczętowania zakładu.
Brunet lekko przymrużył oczy zastanawiając się co odpowiedzieć. Nie wiem dokładnie co dalej między nimi się wydarzyło, bo moją uwagę przyciągną J-E-J śmiech. Podążyłem wzrokiem za źródłem tego słodkiego dźwięku i ją zobaczyłem. Szła rozmawiając z przyjaciółkami. Nie powiem ładny widok, lecz bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie 'Dlaczego jest odporna?'. Nie dawało mi to spokoju.
Z debilnego gapienia się i zamyślenia, wyrwało mnie uczucie obserwowania. Spoglądając kątem oka w stronę przyjaciół, przekonałem się, że mam rację. Zayn bacznie mi się przyglądał, przenosząc wzrok to ze mnie to na Adrianę.
- Dwa miesiące - brązowooki uścisną dłoń Harryego.  Zakład przypieczętowany, a ja właśnie gustownie zostałem sprzedany przez moich własnych braci! No pięknie.
- Szalejesz Zayn! To idze na twoją rychłą zgubę - Harry szczerzył zęby spoglądając na przyjaciela.
Posłałem chłopakom lekki uśmiech, machając ręką kiedy ta mimowolnie obróciła się, ukazując panom środkowy palec. Odpowiedział mi tylko chóralny śmiech kompanów.
Nawet nie wiedząc kiedy stałem na pierwszych stopniach placówki edukacyjnej inaczej też zwanej liceum. Cóż czas zacząć całą tą szopkę. Impreza nigdy się nie kończy, prawda?

Posiedzenie u pani dyrektor zajęło mi trochę więcej czasu niż oczekiwałem. Urocza kobieta i taka podatna na mój urok osobisty z maleńką domieszką aury. No dobra! Ze sporą domieszką aury, ale co mogę poradzić na to, że jestem niegrzecznym chłopcem? Raczej nic...
Mimo to, że jestem w budynku od niecałych trzech godzin to już rozniosła się plotka o moim przybyciu. Załatwiłem tylko papierkową robotę i upusty u dyrektor, a już cała szkoła o mnie wie. Pięknie nie zdążyłem jeszcze narozrabiać, a idąc korytarzem słyszę same szepty o mojej osobie. Nie, żeby mi to przeszkadzało wręcz przeciwnie. Lubię być w centrum uwagi, a w Lo nie jest trudno o uznanie ze strony szczeniaków. Wyrabiasz sobie odpowiedni wizerunek i nie dajesz o sobie zapomnieć. Cała filozofia bycia szkolnymi gwiazdeczkami.
Dzwonek oznaczający długą przerwę (czytaj dzwonek oznaczający czas na żarcie), to coś co kocham najbardziej. Tylko weź znajdź stołówkę... Sprawdzona technika idź za tłumem lub przed siebie. Parę szczeniaków entuzjastycznie biegło wzdłuż korytarza, mamrocząc coś o aferze na stołówce. Bingo!


            ____________________________________________________________________
                                                                (Adriana)

- Słyszałaś?! Ponoć do naszej klasy zapisał się nowy chłopak! - Wika radośnie wypiszczała, dosiadając się do mojego i Annabeth stolika.
- Krążą ploteczki, że niezłe ciacho z niego - Beth udzielił się entuzjazm naszej przyjaciółki, bo już pochylały się nad jedzeniem oraz namiętnie obgadywały 'Nowego' - Ana ty nic na to nie powiesz?
- Nie widziałam go i jeszcze się okaże, czy to taka dobra dupa jak mówicie - odpowiedziałam wymijająco, bawiąc się jedzeniem na talerzu, nawet nie podnosząc wzroku.
- Ah no tak, pewien inny przystojniak zawraca Ci głowę! - Beth wyszczerzyła zęby, unosząc brwi.
- Wcale nie! - zbyt szybko, raptownie, piskliwie, panicznie, fatalnie zareagowałam. Wpadka teraz nie dadzą mi spokoju.
- Ciekawa jestem czy ten T-W-Ó-J chłoptaś jest choć w kliku procentach tak dobry jak 'Nowy' - nie, błagam nie. Najbardziej znienawidzony przeze mnie głos i osoba w szkole - Margaret. Typowa gwiazdeczka szkolna. Płytka, fałszywa, wredna i łatwa. Można sobie wyobrazić, że nie lubię jej i to bardzo, przez co Mag objęła mnie na celownik. - Bo kiedy ty wdychasz do frytek, ja już mam numer nowego kolegi i ciekawe plany na weekend.
- Po pierwsze to nie jest żaden 'mój chłoptaś' i co mnie obchodzą twoje plany na weekend?! - odpowiedziałam już chłodniej z zawziętą miną na twarzy. Miałam ochotę się na nią rzucić oraz zedrzeć ten jej głupi uśmieszek z twarzyczki.
- Wiesz daleko nie pociągniesz na tej swojej cnotliwości. Zestarzejesz się jako stara panna - Margaret nie dawała za wygraną, przerzucając pasmo tlenionych blond włosów za ramię - A wiem, że twoje weekendy nie są za ciekawe ostatnio.
- Wiesz nie muszę sypiać z chłopakiem, żeby go zatrzymać przy sobie.
- Tak a co stało się z Markiem? - tapeciara przesadziła, a ja miałam wrażenie, że cała stołówka się na nas gapi.
- Myślę, że to nie twój interes - syknęłam jadowicie.
- Hymm masz rację mój właśnie wszedł - przygryzała wargę, wskazując kogoś za moimi plecami, lecz zanim zdołałam się odwrócić dodała szepcząc mi do ucha  - Ale wiesz co? Dobrze nawet zrobiłaś, że nie spałaś z Markiem jest beznadziejny w łóżku.
Dobra koniec tego cukiereczku. Z gracją wstałam, posłałam tej zdzirze cwaniacki uśmieszek oraz z dumą dodałam tak aby wszyscy mogli usłyszeć:
- To tylko dowodzi jak fatalny masz gust do facetów w łóżku i jaka łatwa jesteś.
Nie czekałam na odpowiedź, lecz od razu odwróciłam się na pięcie i pognałam do wyjścia. Sądząc po zaniemówieniu oraz minie Mag, dziś skończyło się na remisie. Jestem przekonana, że to nie koniec i weźmie odwet, ale teraz miałam inne problemy. Na przykład pozbieranie się z szoku jaki doznałam wpadając na N-I-E-G-O w drzwiach stołówki.
- Cześć - przywitał się z tym zniewalająco-nieśmiałym uśmiechem.
- N...Niall? A co ty tu robisz ?! - wydukałam zszokowana, zakładając włosy za ucho. Proszę powiedzcie, że nie był świadkiem całego tego przedstawienia.
- Od dziś uczę się.
- To ty jesteś 'Nowym'? - zachłysnęłam się powietrzem. Nie dość, że ciągle na siebie wpadamy to w dodatku jest nową zdobyczą Margaret. Nie dlaczego?! Myślałam, że masz lepszy gust to dziewczyn oraz, że nie jesteś typem chłopaka, który lubi pozaliczać. I chyba za dużo sobie myślałam. Choć od początku wiedziałam, że musisz mieć jakąś bardzo naganną wadę, bo byłeś zbyt idealny. Teraz będzie mi dane przekonać się.
- Na to wygląda, Księżniczko.

___________________________________________________________________________

Tak oto przybywam z rozdziałem 3! Przepraszam, że musieliście czekać tak długo i tekst jest nie zredagowany, ale miałam dużo wyjazdów oraz teraz jadę na urlop z rodziną. Sami wiecie zamieszanie, brak czasu, przygotowania i pakowanie. W końcu wakacje!
Tekst zostanie poprawiony z ewentualnych literówek i błędów, po moim przyjeździe (czyli za jakieś 12dni), wtedy też można spodziewać się następnego rozdziału, który w nagrodę za cierpliwe czekanie będzie z gratisem :D xx
Dziękuję ślicznie mojej redaktorce Dominice za ciągłe pośpieszanie i mobilizowanie do pisania (keep going sweetheart <3) oraz Natt za wytrwałe komentowanie, a także dodanie mnie do czytanych na swoim blogu! Na który przy okazji serdecznie zapraszam :3 xx

Jeśli macie jakieś pytania, uwagi, bądź chcecie pogadać przypominam, że w zakładce kontakt znajdziecie adresy do innych moich stron, lub zostawcie komentarz! :)
Serdecznie zapraszam do komentowania oraz koniecznie musicie mi powiedzieć czy chcecie więcej perspektywy Adriany i co sądzicie o rozwoju wydarzeń? :D

Mam nadzieję, że się spodoba. Ja osobiście nie mogłam przebrnąć przez rozdział szkolny, kiedy dalej trwają wakacje ;)
Lots of love,
Adela

31 lip 2013

Rozdział 2

Przechadzam się już dobrze znaną mi ścieżką. Może aż za dobrze znaną. Nic w krajobrazie się nie zmieniło. Te same rozwalone rudery. Kamienne bruki oraz schody gdzieniegdzie porośnięte mchem. Niezmienne drzewa lekko i tajemniczo kołyszące się na wietrze, a także strumień przepływający przez środek mieściny, aby potem wpaść do dużego jeziora, nad którym położona jest wieś. Jedyne co mnie zastanawia to czemu jest tu tak pusto. Owszem nigdy nie było tu tłumów, ale teraz nie ma ani jednej żywej duszy... A nawet martwej... Nie ma tu nikogo oprócz mnie.
Przeszywająco zimny wiatr smaga moją sylwetkę. Zacieśniam kołnierz płaszcza mocniej i kieruję się na wyżynę znajdującą się tuż koło linii brzegu, gdzie jest mój dom rodzinny. Choć to nie do końca precyzyjne określenie, lecz tak w zwyczaju miałem nazywać to miejsce.
Przygarbiony, z rękoma w kieszeniach płaszcza, podążając wzrokiem za każdym ruchem nóg, zmagam się ze wszystkimi wspomnieniami związanymi z tym miejscem. Całe moje dzieciństwo. Całe to gówno zaczęło się tu. Takie z pozoru piękne, niewinne miejsce, a w istocie kryjówka dla najgorszych kreatur. Wręcz przedsionek piekła.
- Nialler.... - z zamyśleń wyrwał mnie szept, niesiony razem z wiatrem - Niallll..... - ktoś powtórzył moje imię, mieszając je ze słodkim, dziewczęcym chichotem.
Desperacko rozglądałem się za właścicielką głosu, nie mogąc jej znaleźć. Okręciłem się drugi raz wokół własnej osi i wtedy ją dostrzegłem. Chowała się za starym drzewem w białej sukience. W białej, letniej sukience, która falowała na lodowatym wietrze. Jest tak cholernie zimno a ona w dodatku stoi boso.
- Adriana ...? - mimowolnie moje usta wyszeptały imię szatynki. Ta jak na komendę zerwała się biegiem kierując się w głąb lasu - Adriana!
Zerwałem się za nią. Co jakiś czas biegnąc wzdłuż ścieżki, słyszałem swoje imię i jej śmiech. Melodyjny chichot roznosił się w koronach drzew, zatracając się w szumie liści tańczących na wzmagającym się wietrze. Zbiera się na burzę. Przez moje myśli przebiegały stosy pytań, na które nie mogłem znaleźć odpowiedzi, ale jedno nie dawało mi spokoju - Co ona tu robi? Co do cholery ona tu robi? Przyśpieszyłem, nie mogąc się pogodzić z natłokiem pytań. 
Raptownie zatrzymałem się, nie słysząc śmiechu ani głosu dziewczyny. Wołałem ją, ale odpowiadała mi tylko głucha cisza. Mój ciężki oddech zdawał się zagłuszać wszystko. Był niczym krzyk w otaczającej mnie przestrzeni. Z każdą chwilą kiedy nie mogłem jej odnaleźć, krew szumiała mi głośniej w uszach, a poziom adrenaliny rozsadzał ciało.
- Adriana! - krzyknąłem, tym razem cichy szept odpowiedział za moimi plecami. Odwróciłem się w tamtym kierunku i ujrzałem ją.
- Szukasz mnie? - znowu się śmieje.
- Co ty tu robisz? Nie jest ci zimno? - wypowiadałem te słowa z dziwną ulgą i niewyjaśnionym napięciem. Coś tu nie pasowało, lecz zanim zdążyłem pozbierać się, znów usłyszałem śmiech i widziałem tylko oddalającą się sylwetkę Any. - Nie, nie, nie nie! Adriana!
- Złap mnie!
Brązowe długie włosy radośnie falowały na wietrze. Dziewczyna niewinnie chichotała przemykając między drzewami, co jakiś czas szepcząc moje imię. Była taka nie realna i czasem wydawało się, że rozpływa się we mgle. Lecz w tym pościgu nie dopuszczałem tego do siebie. Wtedy do mnie dotarło gdzie się kierujemy. Nad jezioro. Nad jezioro koło mojego domu rodzinnego. Zmroziło mi krew w żyłach, a wszystkie mięśnie się spięły. Pamiętam jak tą ścieżką, przechadzałem się z Liamem na ryby i długie spacery. Pamiętam też jak nad zbiornikiem chłopcy utopili ciało swojej pierwszej ofiary.
- Adriana! Zaczekaj! Stój! - desperacko wołałem ją. Tak bardzo chcę, aby się zatrzymała. Ale było już za późno, właśnie wybiegłem na kamienisty brzeg jeziora.
- Wykąpmy się... - odparła kokieteryjnie, uśmiechając się do mnie.
- Zaczekaj! Nie wchodź do wody! Zwariowałaś?! - co się dzieje z tą dziewczyną! Oczywiście moje słowa zdały się na nic. Stała już w wodzie po kolana. Niebo zaszło ciemnymi burzowymi chmurami. Wiatr był jeszcze bardziej porywisty i zimny niż wcześniej. Z niepokojem wpatrywałem się w niebo. - Ana wyłaź natychmiast z tej wody! Zaraz będzie burza!
Świdrowałem wzrokiem twarz szatynki lecz ta tylko się wyzywająco uśmiechała wchodząc głębiej. 
- Powinieneś coś zrobić - nagle rozległ się głos Zayna koło mnie. Odwróciłem głowę i trafiłem na smutne oczy przyjaciela - Wiesz, że to się źle skończy.
Chciałem właśnie odpowiedzieć kiedy Zayn skierował swój wzrok na Adrianę. Podążyłem za nim i to co zobaczyłem zamurowało mnie. Za sylwetką dziewczyny z wody wyłonili się chłopacy. Liam, Louis oraz Harry. Widziałem po ich twarzach co chcieli zrobić. Po ich ciemnych zamglonych oczach, po ich demonicznych uśmiechach. Powoli zbliżyli się do Any, a ta nawet ich nie zauważyła! Była już po ramiona w wodzie. W panice szukałem wsparcia u Zayna lecz on tylko smutno wpatrywał się w scenę która właśnie się rozgrywała. To co dalej się wydarzyło było jak najgorsza scena z horroru, choć wielu rzeczy w życiu doświadczyłem, to było piorunujące. Louis, Liam oraz Harry zanurzyli się pod tonie wody. Nie minęło dużo czasu a na twarzy dziewczyny malowało się przerażenie, chwilę potem była pod powierzchnią, krzycząc z przerażenia, szarpiąc się i tracąc całe powietrze. Topiła się. Ciągnięta za kostki coraz głębiej, topiła się. Nie... Stracę ją... Stracę Adrianę. Rzuciłem się w tamtą stronę. Musiałem coś zrobić. Oni ją utopią! Chlust wody raptownie zalał moją twarz.
- NIEEEEEEEEEEE!! - raptownie poderwałem się, zachłystując się powietrzem i szeroko otworzyłem oczy.
- Spokojnie stary to tylko woda - podniosłem wzrok na Zayna. Stał nad moim łóżkiem z do połowy pełną szklanką. Na powrót byłem u siebie w mieszkaniu. Serce łomotało mi jak oszalałe, a oddech był szybki i urywany. To tylko sen. Cholernie realistyczny, namacalny sen... Ciężko opadłem na poduszkę. Oddychając głęboko, kiedy poczułem kolejną falę wody - Wstawaj!
- Kurwa Zayn! - nie zdążyłem się uspokoić po koszmarach nocnych kiedy puściłem imponującą wiązankę przekleństw na Mulata.
- Siema! Co jest? - Harry radośnie zajrzał przez próg - Jak śpiąca królewna zareagowała na budzenie?
- Pominąć krzyki i przekleństwa?
- Tak, to słyszałem. - dodał Harold z uśmiechem.
- To nic nie powiedział - Zayn wyszczerzył się do mnie, kiedy ja wpatrywałem się w niego z morderczym wzrokiem - Zbieraj się słońce!
Niechętnie powlekłem się do łazienki pod prysznic, dalej klnąc pod nosem. Wystarczyło kurwa walnąć mnie w ramie.
10 min później z trochę lepszym nastrojem wszedłem do salonu. Oczywiście Harry i Zayn rozwaleni na kanapie rozwijali się na mój temat.
- Wiecie, że wszystko słyszę - skwitowałem ich, nakładając rzemień od Mulata na nadgarstek.
- Tak wiemy słońce, gotowy? - zapytał Zayn nie podnosząc głowy z nad telefonu. Mojego telefonu. Wyrwałem mu go z gracją z ręki, cwaniacko się uśmiechając.
- Śniadanie, muszę coś jeść - Często zapominał o moich ludzkich potrzebach. Maszerując do kuchni i machając przed nosem komórką dodałem - Dzięki, ale ja się tym zaopiekuję.
Odpowiedział mi tylko uśmiech Lokowatego i głębokie westchnienie Zayna.
- Nialler kupiłem Ci po drodze w piekarni coś na śniadanie - Harry wstając z kanapy kiwną głową w stronę torby papierowej, stojącej na blacie wyspy. Zayn łaskawie za nim powlekł swoje cztery litery. Ja w tym czasie zdążyłem wepchnąć do ust połowę bułki z jabłkami - Smaczne?
Przytaknąłem, uśmiechając się szeroko na ile można z pełną gębą to zrobić. Rozbawiłem tym chłopaka, bo na jego twarzy zagościły słodkie dołeczki. Wyglądał wtedy zawsze tak niewinnie i przytulnie, iż gdyby powiedzieć komuś co kryje się wewnątrz tego chłopaka i czego się dopuścił, ludzie powiedzieliby, że postradałeś zmysły.
- Zmieniłeś hasło telefonu.
- To pytanie czy raczej stwierdzenie Zayn? - chłopak tylko posłał mi spojrzenie spod rzęs - Tak zmieniłem. Ostatnio ktoś się interesował moim telefonem, a ja nie chciałem nie proszonych gości i na wszelki wypadek zmieniłem.
- To jakie jest teraz? - dopytywał się brunet.
- Spierdalaj.
Zayn wykręcił usta w grymasie lecz opętany chichot Harolda zmiękczy nawet złego BadBoya. Wpychałem kolejne kęsy bułki, kiedy panowie dalej prowadzili swoje przesłuchanie.
- Tak przy okazji kto to Adriana? - tym pytaniem zaskoczył mnie Harry. W połowie żucia zatrzymałem się i bacznie obserwowałem twarze przyjaciół. Loczek nie próbował ukryć dumy z tego, że czymś mnie zaskoczył.
- Skąd wiecie o Adrianie? - znów powolnie zacząłem przeżuwać jedzenie.
- Całą noc do niej wdychałeś - mówiąc to Zayn przyciągną do siebie szatyna mocno obejmując go w pasie, ten nie był dłużny zarzucając nogę na biodro przyjaciela, odchylając się do tyłu i przykładając rękę do czoła w komiczny sposób. Na raz zaczęli wydawać dziwne dźwięki (które chyba miały być westchnieniami) oraz cytowali moje słowa, które musiałem wypowiedzieć przez sen - Ohh Adriano! Oh Ana! Zaczekaj! Nie! Adriana! Ohhh!
- Brzmicie jakby ktoś wjechał wam od tyłu - skwitowałem ich wybryki, grzebiąc w papierowej torbie i szukając czegoś dobrego na prowizoryczne śniadanie, starając ukryć zażenowanie jakie tym wywołali.
- No przyznaj się! Jakaś panienka którą zaliczyłeś po imprezce urodzinowej u ojca?! - Lokowaty nie ukrywał targającego nim entuzjazmu.
- Po pierwsze nie obchodzę urodzin ojca, po drugie nie pamiętam ich imion.
- Oho ho ho o ile ich tam było? Przyznaj się! Ja zaliczyłem trzy niegrzeczne dziewczęta - Harry puścił oczko - Zayn?
- Cztery słodkie dziewczęta - mówiąc to przygryzł wargę i podniósł cztery palce, machając nimi przed twarzą szatyna. Ten pokręcił głową z dezaprobatą na pobicie jego wyniku i wskazał na mnie. Ja mam się pochwalić wynikiem panowie? Sami się o to prosiliście.
- Sześć dziewcząt w piękną, długą noc z czego jedna to dziewica - chłopakom opadły szczęki. Ja w tym czasie chwyciłem torbę z resztą śniadania oraz kurtkę w rękę i już byłem na schodach.
- Łżesz młody człowieku! - Zayn zawołał za mną zaraz materializując się koło mnie wraz z Harrym, który dalej nie dowierzał.
- Ani mi się śni was okłamywać słoneczka! - przedrzeźniałem Mulata. Odpuścili temat Adriany i dobrze bo nie miałem najmniejszej ochoty się im tłumaczyć - Tak się złożyło.... Wiecie trochę, no trochę dużo alkoholu jednocześnie mój nieodparty urok osobisty - Uśmiechnąłem się od ucha do ucha wskazując na siebie.
- Ty skurwysynku jeden! Pobiłeś nasz rekord! - Zayn skoczył mi na plecy czochrając włosy - Pobiłeś mnie w wynikach! Ahh, sam Cię tego nauczyłem!
- Uczeń staje się lepszy od mistrza - dodałem śmiejąc się.
- Jesteście popierdoleni.
- Ohh Harold popierdoleńcu kochasz nas takich!
- Ohhh Zayneee! Jak ty się kurwa mylisz!
Schodząc z ostatnich stopni uśmiechałem się, kiwając głową. Z kim ja się zadaję ?!
Oczywiście zdążyliśmy przejechać dwie ulicę dalej, a Harold już dostał telefon służbowy. Na wieść, że z Malikiem chcemy zapalić wyrzucił nas z auta. I teraz jak te debile stoimy koło placu liceum ogólnokształcącego i palimy jak te szczeniaki, czekając aż Harold łaskawie skończy gadać.
- Co jest? - z zamyślenia wyrwał mnie Mulat.
- Nic.
- Daj spokój przecież znam cię od paru pokaźnych lat i widzę, że coś jest nie tak.
- Ostatnio mam straszne koszmary.
- Co w związku z tym? - chłopak nie dawał za wygraną.
- W sumie to tyle - nim skończyłem zdanie, rozległ się dzwonek w szkole i szczeniaki tłumnie zaczęły wypełzać z budynku. Nic w tym nie byłoby interesującego gdyby nie fakt, że między ogromem młodych ludzi zauważyłem JĄ. Szła przysłuchując się rozmowy dwóch innych koleżanek od czasu do czasu słodko uśmiechając się - 1 września.
- Co jest? - w między czasie Harry skończył rozmowę i dołączył do nas. Poczułem wzrok obydwu na sobie. Zayn bacznie przyglądał mi się z nieodczytanym wyrazem twarzy, a Lokowaty zdezorientowany przenosił wzrok to na mnie, to na Mulata.
- Harold co ty na to, że wykonasz jeszcze jedno zlecenie w tym tygodniu?
- Jakich dokumentów potrzebujesz? - uśmiechnąłem się szeroko. Jak dobrze jest mieć przyjaciela który zajmuje się fałszowaniem dokumentów.
- Świadectwo urodzenia, prawko oraz świadectwa ukończenia danych poziomów edukacji.
- Na nazwisko?
- Niall James Horan.
- Popierdoliło cię! - Zaynowi puściły nery, Harry nie śmiał się odezwać ani słowem - Na twoje prawdziwe nazwisko!
- Już od dawna akt zgonu jest w moich dokumentach, a upłynęło wystarczająco dużo czasu i mogę wrócić do swojego normalnego imienia. - Brunet zacisną usta w cienką linie nie odzywając się.
- Te świadectwa jakie mają mieć średnie i oceny.
- Takie jak zawsze wyciągam - cwaniacko uśmiechnąłem się do przyjaciół, wyrzucając peta i wracając do auta. Chłopcy zaniepokojeni spojrzeli po sobie - Panowie wracam do liceum.


        _______________________________________________________________


Przybywam z Rozdziałem 2! Za korektę i doping w pisaniu dziękuję Dominice :** Mam nadzieję, że rozdział spodoba się Wam i zostawicie po sobie znak w postaci komentarza (które bardzo mobilizują do pisania) :D xx
Tłumaczenie angielskie powinno się pojawić za dwa dni (ewentualnie trochę więcej, ale wątpię) :)
Jeśli macie jakieś pytania dotyczące bohaterów, opowiadania lub po prostu chcecie pogadać zapraszam Was do zakładki 'Kontakt' tam znajdziecie adresy do mnie jak i MsLaphi z chęcią odpowiem na wszystkie trapiące was pytania :) xx

Lots of love,
Adela