2 gru 2013

Rozdział 11

Chwilowe przebłyski. Światła. Szmer. Ruch. Zerwałam się z dziwacznego snu, aby przekonać się, że jestem w swoim pokoju, kompletnie sama, z kompletnie niewytłumaczalnym mętlikiem w głowie. Nie jestem pewna co się ostatnio dzieje. Moje sny bywają tak realistyczne, a zarazem tak niemożliwe. Skonsternowana dźwignęłam się na łokciu, obrzucając pokój spojrzeniem. Wszystko było na swoim miejscu. Niechętnie przemierzałam poły pościeli w poszukiwaniu telefonu. Kiedy już znalazłam urządzenie, sprawdziłam połączenia, galerię, kalendarz, wiadomości i znalazłam kompletnie nic. Odrzuciłam telefon na materac, zrezygnowana. Postanowiłam zwlec swoje cztery litery i zaciągnąć je do łazienki. Kiedy już się podnosiłam, poczułam nieprzyjemny ucisk w zatokach oraz jak mocno moja głowa zaczęła pulsować. Okropnemu uczuciu towarzyszył nieprzyjemny metaliczny posmak w ustach. Co się cholera jasna ze mną dzieje?!
- Ann jak ci się spało? - Mama zapytała mnie, stawiając talerz naleśników i jednocześnie wyrywając mnie z zamyślenia - Wczoraj poszłaś wcześniej spać, a wyglądasz jakbyś w ogóle nie zmrużyła oka.
- Mam problem z koszmarami. Nawiedzają mnie, budzę się z bólem głowy.
- To pewnie przez wypadek - zmartwiona rodzicielka posłała mi ciepły uśmiech - Na szczęście dzisiaj jedziemy na wizytę kontrolną, pamiętasz?
- Tak, oczywiście - skłamałam. Na śmierć zapomniałam.
- To dobrze, teraz jedz, musisz się dobrze odżywiać jeśli chcesz wrócić szybko do zdrowia.
Przewróciłam oczami chwytając syrop klonowy i polałam nim naleśniki. Niechętnie wzięłam kęs do ust. Przeżuwając porcję jedzenia poczułam ssanie w żołądku. Z niewiadomego powodu czułam się jakbym nie jadła od miesięcy. Kiedy podniosłam wzrok z nad pustego talerza spotkałam zdziwiony wzrok rodziny. Przerażona tym faktem, wstałam od stołu burcząc ciche 'dziękuję' i uciekam do swojego pokoju. Mimo sytego śniadania byłam dalej głodna. Z szuflady biurka wyciągnęłam batonika czekoladowego i chwyciłam telefon. W kontaktach wyszukałam numer Jo i napisałam do niej krótką wiadomość.



Na odpowiedź nie musiałam czekać długo.

Moje oczy momentalnie rozszerzyły się. JAK TO NIE?! Ale to nie możliwe! Przecież...



Skłamałam znowu. Zmieszana odrzuciłam telefon. Nawet straciłam apetyt spoglądając na batona trzymanego w ręce. Oddychałam głęboko. Co się dzieje?! Nagle poczułam jak wszystko co zjadłam wraca. Pobiegłam do łazienki, aby zwymiotować całą zawartość żołądka do muszli. Ten dzień zapowiadał się coraz gorzej...
- Zapraszam - usłyszałam ciepły głos lekarza. W ciszy przeszłam przez drzwi, niemrawo wchodząc w głąb gabinetu - Adriana, prawda? - kiwnęłam głową na znak aprobaty - Więc powiedz mi jak się czujesz?
- Już lepiej - mruknęłam niechętnie - Miewam lekkie zawroty głowy z rana i problemy ze snem.
- To wszystko ze względu na uraz powypadkowy. Po pewnym czasie wszystko wróci do normy, musisz tylko dużo wypoczywać - znowu tylko pokiwałam głową. Nie wiem czemu, ale chciałam jak najdalej uciec z tego pomieszczenia. Oświetlenie i jasna farba biły w oczy, a specyficzny zapach szpitala rozsadzał nozdrza - No dobrze, teraz Cie obejrzymy - lekarz podszedł do mnie ciepło się uśmiechając. Z oporami podciągnęłam koszulkę. - Głęboko oddychaj. Yhymmmm... Wygląda na to, że wszystko jest już dobrze. Myślę, że możesz wrócić od poniedziałku do szkoły.
Ale właśnie nic nie jest w porządku!
- Dziękuję - odebrałam kartki, które podawał mi lekarz i szybko udałam się do drzwi - Do widzenia!
Nawet nie czekając na odpowiedź uciekłam z gabinetu w progu wpadając na zdziwioną mamę.
- Ann, wszystko w porządku?
Nic nie jest w porządku! Nic!
- Tak... Możemy już jechać?
- Oczywiście kochanie - mama obdarzyła mnie nieufnym spojrzeniem
 - Co powiedział lekarz? - zapytała już w drodze na parking.
- Że wszystko jest już w normie i mogę wracać do szkoły - sprostowałam szybko sytuację, zamaszyście otwierając drzwi od auta, a następnie wsiadając do niego.
- To chyba dobrze? - rodzicielka uśmiechnęła się radośnie. Ja pokiwałam głową - To czemu się nie cieszysz? Stało się coś?
TAK!
- Nie, nic tylko źle spałam i jestem już zmęczona.
Nie ciągnąć już dalej rozmowy położyłam głowę na ramę okna i przymknęłam powieki.
Znów wylądowałam w gabinecie lekarskim. Lekarz wypisywał mi jakieś świstki papieru. Recepty, zalecenia, zwolnienia. Nic co miałoby jakiś większy sens. Kiedy zniecierpliwiona rytmiczne uderzałam paznokciami o telefon doczekałam się końca wizyty. Pośpiesznie odebrałam kartki i kiedy już wychodziłam moją uwagę zwróciły krwiste odciski palców na białej powierzchni papieru. Kiedy bliżej się im przyjrzałam dostrzegłam, że ślady zlewają się i układają w wyraz...
- NAZNACZONA - wyszeptałam śmiertelnie wystraszona. Czułam jak z mojego ciała uchodzi całe powietrze. Mglisty wzrok podniosłam na lekarza. To co zobaczyłam przerosło moje największe koszmary. Zamiast miłego bruneta, wpatrywała się we mnie czarnymi oczami - bestia. Z jego kącików oczu sączyła się dziwna ciemna gęsta ciecz, zęby ostre jak szpilki wysunęły się z dziąseł, wtórując długim szponom u rąk, które właśnie mój doktorek wbijał w biurko. Otworzył paszcze dziwnie się na mnie patrząc, przy czym z jego warg ściekała ślina taka jak u zwierząt ze wścieklizną. Dzikość i żądza mordu biła od niego z taką siłą, że wystraszona cofnęłam się krok do tyłu. To było fatalne posunięcie, ponieważ monstrum rzuciło się na mnie, chcąc rozszarpać mi gardło. Poczułam jak moja dłoń jest miażdżona w mocnym uścisku.
-Ann, słońce?! - zerwałam się wystraszona. Czułam jak moje serce wali niemiłosiernie, tak jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. - Ann kochanie, wszystko porządku?
Pokiwałam słabo głową, przełykając ślinę. Dopiero teraz, gdy mama masowała opiekuńczo moją dłoń zdałam sobie sprawę jak bardzo spięta byłam. Powoli wypuściłam powietrze z płuc rozluźniając się.
- Co jest? - wydukałam nieskładnie.
- Miałaś kolejny koszmar kochanie i jesteśmy już na miejscu.
- Na miejscu?! - Ściągnęłam brwi nie rozumiejąc.
- Tak na miejscu, jesteśmy w domu kochanie, zasnęłaś po drodze.
- Oh - wyrwało mi się z pomiędzy warg. Kiedy się rozejrzałam doszło do mnie, że rzeczywiście jesteśmy pod domem. A tak na prawdę to w garażu. Zebrałam pośpiesznie swoje rzeczy i rzuciłam pośpiesznie - To ja idę do siebie odpocząć.
Nim mama zdążyła cokolwiek powiedzieć mnie już dawno nie było. 
Właśnie naciskałam klamkę do swojego pokoju. Pchnęłam torbę na łóżko i z dziwnym przeczuciem wpadłam do łazienki, szarpiąc się z bluzką. Kiedy wściekła uporałam się z tym, potwierdziły się moje najgorsze obawy. Obserwując moje ciało mogłam dostrzec na nim krwiste ślady w miejscach gdzie dotykał mnie doktor. Na plecach i ramionach miałam małe czerwone plamki układające się w kształt dłoni. Czułam jak oddech tężeje mi w gardle.
- Nie, nie, nie, nie... - desperacko rzuciłam się w stronę zlewu, starając zmyć się dziwne ślady.
- Schodźcie! No już! Nie ma was - rozpaczliwie sama siebie błagałam - No już!
Nawet nie wiem kiedy, po mojej twarzy zaczęły ciec łzy. Osunęłam się na podłogę. Cholerne znamiona nie chciały zejść. Cichy głosik mówił mi 'ogarnij swoją upośledzoną dupę, bo cię to pochłonie'. Zaczęłam powtarzać to jak jakąś pierdoloną mantrę. Wzięłam głęboki oddech i mocno zaciskając powieki wstałam z podłogi. Drugi głęboki oddech, trzeci, czwarty, piąty... Kiedy moje serce biło w normalnym tempie, a ciało uspokoiło się, wszystkie mięśnie się rozluźniły. Powolnie otworzyłam powieki. Na moją twarz wkradł się arogancki uśmieszek. Wszystkie podejrzane ślady zbladły jednocześnie zupełnie znikając. Lecz mój dobry nastrój nie trwał długo. Co to do cholery miało być? Od jakiegoś czasu dzieją się dziwne rzeczy w moim życiu. Większości nie jestem w stanie wytłumaczyć i to powoli mnie wykańcza. Nie jestem zdolna już nawet wytrzymać sama z sobą. Szkoła, wpadek, koszmary, ciągłe pakowanie się w kłopoty... I jeden wybawiciel. Jedna osoba, która zawsze była obecna w centrum wszystkich wydarzeń, które mają miejsce odkąd się pojawiła. W mojej głowie pojawia się coraz to więcej pytań, a odpowiedzi może udzielić mi tylko on.
Nawet nie wiem kiedy, ale znalazłam się na ulicy prowadzącej do mieszkania Nialla. Możecie nazwać mnie głupią i lekko myślną, że chodzę sama po ciemnych ulicach Londynu, kiedy dochodzi 23.00, lecz dziwnym sposobem czułam się bezpiecznie oraz dziwnie dobrze. Pewnym krokiem z wysoko uniesioną głową i wyprostowaną klatką piersiową, pokonywałam kolejne odległości do interesującego mnie celu. Dzisiejsza noc była spokojna, jednocześnie kojąca. Choć sama tak naprawdę, nie mam pojęcia jak określić te uczucia. Uniosłam wzrok na pana nocy, od którego biła dzisiaj wyjątkowa poświata. Z nieznanych mi powodów na moją twarz wkradł się arogancki uśmieszek. Moją uwagę od księżyca oderwał szmer w bramie. Odwróciłam w tamtą stronę głowę. Wdawało mi się jak z ciemności wyłaniają się dwie sylwetki mężczyzn. Mrugnęłam kilkakrotnie lecz cienie rozmyły się w ciemnościach. Pokręciłam głową. No świetnie, teraz mam halucynacje czy to też kolejny realistyczny sen? Nie chcąc podawać się na tacy potencjalnym napastnikom, przyśpieszyłam kroku i chwilę potem pokonywałam schody. Kiedy już stałam przed drzwiami mieszkania blondyna, zawahałam się. No bo tak patrząc ogółem na całą sytuację, wydawała się ona śmieszna. Co ja mam mu powiedzieć? ''Hej odkąd pojawiłeś się w moim życiu oprócz tego, że namieszałeś w moim sercu, wprowadziłeś w nie tyle niewiadomych i nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Mam dziwne sny o nas, jednocześnie nie odróżniam już rzeczywistości od jawy'' ?? Weźmie mnie za kompletną wariatkę, a potem zamknie w obskurnym psychiatryku. W dodatku jest już 23.34 na pewno śpi, nie powinnam go nachodzić. Ann nie okłamuj się dziecko, tylko ty jesteś przykładnym dzieckiem i kładziesz się spać o 21.30. Biorąc głęboki oddech, odwróciłam się na pięcie. Miałam odejść, kiedy doszło do mnie, że nie da mi to spokoju. Muszę chociaż spróbować wyjaśnić choć odrobinę niewiadomych. Zacisnęłam mocno powieki, szybko odwracając się przodem do drewnianej powieki pukając w nią rytmicznie, za nim zdążyłabym się rozmyślić lub uciec. Spuściłam nisko wzrok przygryzając wargę. Nie otwierał. No tak, czego się spodziewałam, że wyskoczy i rozwiąże wszystkie moje problemy? Przecież jest piątek wieczór, normalni ludzie idą na imprezy, spotykają się ze znajomymi, piją, a nie zajmują się takimi wariatkami jak ja. Zrezygnowana miałam już odejść, kiedy usłyszałam gruchnięcie zamka. W szczelinie między drzwiami a ścianą pojawiła się postura niebieskookiego chłopaka.
    ________________________________________________________________________
                                                                        Niall
Usłyszałem pukanie do drzwi. Zdziwiłem się. Spodziewałem się Harolda i Zayna, ale oni nigdy nie pukają. Moje mieszkanie jest dla nich jak ich własne przez co nigdy nie mają oporów przed samowolnym wchodzeniem, wychodzeniem, a przede wszystkim opróżnianiem zapasów alkoholu. 
Odrzuciłem uprzednio czytaną książkę na blat stolika do kawy i ruszyłem swoje dupsko do drzwi. Lekko zaspany chwyciłem bluzę po drodze, naciągając ją na siebie. W dresie miałem witać niespodziewanych gości? No bo nie ma to jak zrobić na kimś dobre pierwsze wrażenie, co nie? W szczególności jeśli ten ktoś właśnie przyszedł cię zabić.
Niechętnie przekręciłem zatrzask, a drewniana kopuła ustąpiła. To co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Oparłem się o drzwi, przyglądając się sylwetce mojego gościa. Serio spodziewałem się każdego, ale nie jej.
- Ann?
- Cześć Niall - szatynka wypuściła swoją wargę spomiędzy zębów, słabo się uśmiechając - Możemy porozmawiać?
Obrzuciłem klatkę podejrzanym wzrokiem szukając jakichkolwiek nadprzyrodzonych kreatur lub zjawisk, które mogłyby być za to odpowiedzialne, lecz nic nie przykuło mojej uwagi.
- Bo jeśli przeszkadzam to .. to ja pój...
Zrobiłem krok w głąb mieszkania bez słowa uchylając jej drzwi. Szatynka niepewnie przekroczyła próg mieszkania, zdejmując czapkę i rozpinając płaszcz. Ja w tym czasie na powrót zamknąłem drzwi. Odwróciłem się w stronę dziewczyny, bacznie się jej przyglądając. Ze spuszczonym wzrokiem rozbierała się. Zrobiłem krok do niej i pomogłem ściągnąć wierzchnie okrycie z jej ramion, a następnie zawiesiłem na wieszaku.
- Przepraszam, że bez zapowiedzi, i że o tak później porze..
- Nic się nie stało - uciąłem szybko, może trochę zbyt szorstko, bo dziewczyna smutna spuściła wzrok. Gestem ręki wskazałem jej, aby weszła w głąb mieszkania. - Napijesz się czegoś? - Ann dreptając koło mnie pokiwała delikatnie głową - Herbata?
Znów kiwnięcie głową. Nie żebym był jakimś miłośnikiem paplających bab, ale Adriana mogła by choć trochę postarać się mówić. Zastanawiało mnie o czym chciała ze mną porozmawiać. Bo co mogło być tak nie cierpiące zwłoki, że przyszła tu sama o dość późnej porze? Tego tak się bała? Czy może mnie?
Kiedy szatynka nie pewnie usiadła na krześle barowym przy wyspie w kuchni, ja nastawiłem wodę na herbatę. W ciszy przygotowywałem napoje jednocześnie kątem oka spoglądałem na dziewczynę. Właśnie naciągała rękawy sweterka wyżej na dłonie i nerwowo bawiła się palcami. Jej rozbiegany wzrok obrzucał niepewnie każdy element pomieszczenia. Wszędzie byle nie na mnie. Po pomieszczeniu rozniósł się przyjemny aromat herbaty. Odwróciłem się do Ann, stawiając przed nią gorący kubek. Swój dalej trzymałem w ręku, kiedy nogą przyciągnąłem stołek dla siebie siadając naprzeciwko mojego gościa. Dziewczyna grzała drobne dłonie na powierzchni naczynia, a ja bacznie lustrowałem jej sylwetkę. Nie wiedząc jak zacząć palnąłem pierwszą lepszą rzecz. No bo jak nie wie się o czym rozmawiać, to zawsze zaczyna się od pogody co nie?
- Zimno na dworze ? - brązowooka znów pokiwała głową, gdy ja już miałem dodać niemiłą uwagę o jej beznadziejnych funkcjach kontaktowych dodała cicho 'bardzo'. Nie było to satysfakcjonujące, ale lepsze niż cisza - Zmarzłaś? - nie mogąc się powstrzymać delikatnie musnąłem jej palce swoimi. Szatynka lekko odskoczyła na ten dotyk, a ja od razu cofnąłem dłoń - Tak więc o czym chciałaś porozmawiać?
- Niall weźmiesz mnie za kompletną wariatkę, jeśli już mnie nie masz, a nawet nie wiem jak to powiedzieć, ja.. - dziewczyna przymknęła powieki intensywnie się nad czymś zastanawiając - Nie potrzebnie przychodziłam, powinnam już iść...
Ann zsunęła się ze stołka nawet nie patrząc na mnie. Nie wiem czemu, ale obawy ogarnęły mój umysł. Nie mogę tego tak po prostu zostawić. Nim dziewczyna zdążyła opuścić kuchnię stanąłem jej na drodze w skutek czego Ann wpadła na moja klatkę piersiową. Podniosła swoje brązowe spojrzenie na mnie mrucząc ciche 'przepraszam', gdy ja bałem się nawiązać kontakt wzrokowy. Nie jestem pewny czy dam radę nad sobą panować. Mimo wszystkich zakazów jakie przed sobą stawiałem, zrobiłem to. Jej delikatne oblicze skanowało moje. Ciemne oczy dziewczyny zgrabnie prześlizgiwały się z moich oczu przez linię szczęki do delikatnie rozchylonych ust, na dłuższą chwilę zatrzymując się przy wargach. Ann przygryzła swoją wargę, a ja czułem silny ucisk w gardle. HORAN NAWET NIE WAŻ SIĘ ROBIĆ TEGO! Ostatkiem samokontroli (o ile o takowej można mówić przy Ann) nie rzuciłem się na nią brutalnie miażdżąc jej perfekcyjnych ust, swoimi. Uśmiechnąłem się delikatnie. Dziewczyna orientując się, że się jej przyglądam, odwróciła wzrok zawstydzona. Robiąc krok do tyłu jej delikatny słodki zapach stracił na intensywności, a ciepło ciała zniknęło. Tak desperacko jego pragnąłem. Ale jestem pierdolonym masochistą i za każdym razem, gdy Ann jest w moich ramionach nie jestem w stanie zrobić nic więcej jak zamknąć ją w silnym uścisku, całować, a potem wyczyścić pamięć oraz katować się wspomnieniami.
Ale brutalna rzeczywistość mnie stawiała na nogi. Nigdy nie dała o sobie zapomnieć.
- Ann po pierwsze co ci do jasnej cholery strzeliło do głowy, żeby tłuc się tu do mnie o tak późnej porze?! Za mało masz ostatnio wrażeń? Mogłaś zadzwonić, przyjechałbym.
- Nie odbierasz ode mnie telefonów.
Oł, to zabolało. Brutalna prawda.
- No dobra, ale jestem teraz tu i nie pozwolę ci narażać się na bezsensowne niebezpieczeństwo.
- Okey to odprowadzisz lub odwieziesz mnie do domu?
- Nie. Do puki nie porozmawiamy nie wypuszczę Cię nawet z tego pomieszczenia - odpowiedziałem stanowczo wskazując na poprzednie miejsce szatynki.
- Wiesz, że można podciągnąć to do przetrzymywania i porwania? - dziewczyna uniosła brew, wpatrując się we mnie pytającym wzrokiem.
- Do przetrzymywania, tak wiem i nie obchodzi mnie to - delikatne objąłem Ann ramieniem prowadząc ją na poprzednie miejsce - Tak więc, o czym chciałaś porozmawiać, a potem uciec? Mam nadzieję, że nie przede mną...
- Nie, a w zasadzie... bo od kiedy... - szatynka wydukała nieskładnie potrząsając głową, tak jakby chciała zaprzeczyć sama sobie - Uh, błagam powiedz, że byliśmy wczoraj w tym klubie? - zatkało mnie. Jak mogła to pamiętać?! Przecież Zayn wyczyścił ci pamięć, przecież.. No nie możesz tego pamiętać. Wytrzeszczyłem oczy patrząc na kruchą sylwetkę przede mną - Niall błagam, powiedz coś.. Niall?
Widziałem jak zbiera jej się na płacz. Jak bardzo stara się być silna i nie pozwolić wypłynąć im na wierzch. Adriana spuściła nisko wzrok, szukając czegoś w kieszeni. Chwilę potem w drobnej rączce trzymała mój liścik, który jej zostawiłem.
- Niall powiedz, to ty to napisałeś, czy to tylko jakiś mój kolejny głupi wybryk przez sen? A w sumie koszmar? Mam teraz ich tak wiele. Ja.. ja... ja już nie wiem co jest.. Ja się gubię..
Nic nie mówiąc przyciągnąłem dziewczynę mocno do siebie, zamykając w mocnym uścisku. Wtuliłem twarz w ciemne loki mocno zaciskając powieki. Ann trzęsąc się histerycznie płakała w moje ramie, trzymając mnie z całych sił jakbym miał się zaraz rozpłynąć.
- Niall czy ja oszalałam ? Błagam odezwij się..
Nie byłem w stanie nic powiedzieć. No bo co ja mam niby mówić?
- Ann nie oszalałaś, ja napisałem ten liścik i nie powinienem tego robić - objąłem jej zapłakaną twarzyczkę w swoje duże dłonie, a kiedy spotkałem jej niezrozumienie kontynuowałem - To jest najlepszy dowód na to, że zadając się ze mną będziesz mieć same kłopoty - kciukiem ścierałem ciągle płynące łzy z policzków Ann - Księżniczko, nie płacz, proszę - starałem się ją uspokoić przemawiając jak najmiększym głosem - Te mgliste wspomnienia to przez to, że miałaś je zapomnieć...
- A koszmary i te dziwne odruchy ciała  ii... i .. - dukała starając się wszystko zrozumieć.
- To reakcja twojego organizmu na toksynę z drinków. Za kilka godzin powinna przestać działać, wszystko wróci do normy. Okey? - patrzyłem w jej nieobecne głębokie spojrzenie.  - Już nie będziesz płakać?
Dziewczyna tylko pokiwała głową, uspokajając się trochę.
- Co się działo wczoraj?
- Troszkę się upiliśmy, tańczyliśmy ze sobą i.. - zawiesiłem się niepewny czy powinienem kontynuować - I skończyło się na tym, że nie mogliśmy się od siebie odkleić - odchrząknąłem nie bardzo wiedząc jak się teraz zachować. Cholera jasna, dlaczego to tak na mnie działa?! Spuściłem wzrok, nie miałem gdzie go podziać - Jeśli masz zamiar znów podejrzewać mnie za wykorzystanie seksualne, to tak jak kiedyś mówiłem nie sypiam z nie do końca trzeźwymi dziewczynami, więc nie, nie spaliś..
Nie dane było mi skończyć zdania, kiedy poczułem miękkie wargi idealnie wpasowujące się w moje. Nie czekając ani chwili oddałem delikatny pocałunek. Zjechałem ręką na kark dziewczyny, a drugą ręką oplotłem ją w tali, przytrzymując ją przy sobie tak, aby mi nie uciekła. Pokusą było dodać 'już nigdy', ale wiedziałem jak bardzo to jest nierealne.
Mimo, że pocałunek był pełen goryczy, bólu i wzajemnego pragnienia był jednym z lepszych jakie kiedykolwiek dane było mi przeżyć. Mało dyskretne odchrząknięcie przerwało nam. Ann natychmiast oderwała się ode mnie, lekko chowając się za moją sylwetką. Nasz wzrok w tym samym momencie powędrował na dwóch wysokich mężczyzn w czerni. Harry i Zayn. Cóż za piękne spóźnienie.
   _________________________________________________________________
                                                                           Adriana
Ściskałam Nialla za ramię wystraszona nagłą obecnością osób trzecich w pomieszczeniu. Wysocy dwaj mężczyźni stali bezczelnie się uśmiechając i gapiąc w naszą stronę. Czułam jak na mojej twarzy wylewa się szkarłatny rumieniec. Mój boże, przyłapana, w dodatku nie mam pojęcia czemu to zrobiłam!!
- Przepraszamy, nie chcieliśmy przeszkadzać - odezwał się Mulat zawadiacko uśmiechając się w stronę kolegi.
- Ależ nie przeszkadzajcie sobie słoneczka! - zaśmiał się lokowaty, a jego zielone oczy rozbłysły - Wy się nami nie przejmujcie! My grzecznie usiądziemy w salonie na kanapie i poczekamy.
Skrzywiłam się na te słowa jeszcze bardziej się zawstydzając. Wtuliłam się w ramie Nialla. Starając się poukładać nowe informacje. Wszystko przelewało się w mojej głowie lecz w obecności ust niebieskookiego, jego słodkim oddechu, ciepłu ciała, traciło na znaczeniu. Czułam jak moje wszystkie zmartwienia odchodzą gdzieś na dalszy plan, a ja doznaje błogiego ukojenia. Tak jakby nic już nie mogło się stać złego. Byłam bezpieczna. Przy nim...
- Idioci - Niall sykną wyrywając mnie z zamyślenia. Złapał mnie za rękę splatając nasze palce i zaciągnął bliżej mężczyzn. Co, zaraz, nie! - Wiecie, że nienawidzę kiedy się spóźniacie?!?
- Oh, Nialler - lokowaty machnął ręką teatralnie wywracając oczami - Ale mamy to o co prosiłeś - machnął przed nami brązową teczką, którą dopiero teraz zauważyłam.
- Świetnie, wręcz fenomenalnie - Niall pisnął sarkastycznie - Teraz Zayn, muszę cię poprosić na słówko - skinął porozumiewawczo w stronę Mulata i zwrócił się do mnie - Poczekasz chwilkę? ...ymmm Harry to kompletny idiota, nic ci nie zrobi, okk? - blondyn mówił to wskazując kciukiem na zielonookiego.
Kiwnęłam głową niechętnie wyplatając swoje palce z Nialla. I spoglądając niepewnie na jego plecy.
- Hej! - Harry nagle pisnął - Jaki idiota co Horan?!
- Ymmm? Spóźniony zapłon? - zaśmiał się Zayn.
- Dupki, nigdy was nie lubiłem - loczkowaty tupnął nogą jak obrażona dziewczynka, spoglądając na mnie dodał - No co? Nawet nie wiesz jacy oni potrafią być okropni!
Uśmiechając się pod nosem usiadłam na krześle barowym i zajęłam się swoją już lekko zimną herbatą. Popijałam powoli, kiedy Harry postanowił się przysiąść jednocześnie pijąc ciecz z kubka Nialla. 
- Tak więc powiedz jak to tam jest z tobą i Niallerkiem? hymmm? - zakrztusiłam się piciem, kiedy usłyszałam słowa Harryego. Lecz on nic sobie z tego nie zrobił, uśmiechając się ciepło przy czym ukazał swoje słodkie dołeczki - Bo wiesz, wyglądaliście na takich co nie mogą się od siebie odkleić. No już nie pierwszy raz.
- Jak to nie pierwszy raz? - zaintrygował mnie.
- Oh, no wiesz też byłem wczoraj w kubie, zalany w trzy dupy i szczerze powiedziawszy nie pamiętałem, że jesteś taka słodziutka i piękniutka.
- Ymm dziękuję? Chyba...
Harry zaśmiał się kiwając głową, a ja zdenerwowana nie wiedziałam jak zachować się w jego towarzystwie. Miał w sobie coś takiego jak Niall. Tą aurę dominatora, pewność siebie, arogancki uśmieszek i przede wszystkim - tajemniczość. Ciężko było cokolwiek wyczytać z blondyna, jak i jego przyjaciół. Jeszcze przez jakieś 5 minut rozmawiałam z Harrym co w sumie ograniczało się do odrzucania sprośnych podtekstów, czy ciągłego zawstydzania mnie, kiedy do pokoju wkroczył Niall z Zaynem.
- Mam nadzieję, że wszystko ok? - Irlandczyk skanował podejrzliwym wzrokiem szatyna. 
- Nie ostrzegałeś, że jest zboczony.
- Zboczony? - zaśmiał się Zayn.
- No na przykład jest ciekawy ile razy doszłam.
Zayn przestał się śmiać i z powagą spojrzał na przyjaciela. Niall uniósł brew w geście dezaprobaty w stronę Harryego. Sam zainteresowany rozłożył ręce na blacie i wypowiedział nie me 'no co?'.
- Co odpowiedziałaś? - Niall przeniósł teraz wzrok na mnie.
- Jeszcze nic.
- Pięć, teraz odwal się Harold.
- Czemu kłamiesz? - z niezrozumiałym grymasem, obróciłam się w stronę chłopaka, towarzyszyły temu ciche śmiechy- Było sześć.
Teraz to Harry zakrztusił się herbatą, a Niall uśmiechał się szeroko. Zayn miał napad opętanego śmiechu pokładając się na pobliskiej ścianie.
- No dobra koniec tego dobrego Harry, masz to co chciałeś, Zayn do roboty - ściągnęłam brwi w niezrozumieniu lecz zanim zdążyłam się o cokolwiek zapytać poczułam miękkie usta Nialla w przelotnym pocałunku - Przepraszam Księżniczko - wyszeptał wprost do moich warg.
Potem mój wzrok trafił na ciemne oczy Mulata i wszystko się rozpłynęło.


  __________________________________________________________________________

Tak więc mamy Rozdział 11!
Przepraszam, że rozdziały pojawiają się tak rzadko ale mam bardzo dużo zajęć i najzwyczajniej w świecie nie mam czasu :C
Kolejna rzecz! Dziękuję za wszystkie życzenia pod ostatnim rozdziałem <3 Jesteście wspaniali! Ktoś zapytał się ile wiosen mi minęło... Aż wstyd się przyznawać ale 18 rok mi poszedł :O xx
Następnie to NIE JEST TŁUMACZENIE! To jest moje autorskie fanfiction :) xx
Ostatnia i najważniejsza! Dodałam zakładkę z 'Przypisami' znajdziecie tam wszystkie niezbędne informacje o ff jego bohaterach miejscach akcji i wiele, wiele więcej :3 Jeśli jakieś informacje jeszcze nie są uzupełnione spokojnie jeszcze to zrobię z czasem! (jak tylko będę mieć więcej czasu ;D )
Jeśli ktoś chce się wpisać do informowanych lista dalej jest otwarta a zgłoszenia przyjmowane są tu --> KLIK
Ahhhh ja 'ogarnięta' zapomniałabym! Mówiłam, że Was kocham?? Nie to teraz mówię!! Chciałam wam w zeszłym tygodniu podziękować za 12tyś. wyświetleń ale dziś dobijacie prawie 14tyś. więc tyle miłości ile ja mam dla was nie ma nikt!! <33



Domi:
Ej no... ja nie wiem. Już było dobrze w chuj... Taki cudowny pocałunek, a oni znów wymazują jej pamięć? Matko! A ja już głupia miałam nadzieję, że będzie dobrze. No nic jak będę miała zawał to pamiętaj, że to tylko i wyłącznie Twoja wina! A! I dopadnę Cię w sobotę i wtedy pozabijam za to, że zabierasz Ann wspomnienia! Z takimi emocjami to ja się pierwszy raz spotykam w fanfic'ku! 
Czekamy na kolejny rozdział :D




P.S.: Jak nowy wygląd bloga?? :3 xx
Lots of love,
Adela

11 lis 2013

Rozdział 10

Podniosłam sennie powieki. Oczy mi się kleiły. Jeszcze spałam. Przewróciłam się na drugi bok, twarzą do okna. Kiedy moje zmysły powoli wyostrzały się, wybudzając się ze snu, dostrzegałam mały szczegół, który na dobre wyrwał mnie z krainy marzeń. Okno do mojej sypialni było otwarte, a firanka lekko powiewała na nocnym wietrze. Zdziwiłam się, ponieważ nie pamiętałam, abym otwierała okno. Wręcz przeciwnie! Było strasznie zimno, gdy kładłam się spać i je zamknęłam! Nie wiele myśląc wyskoczyłam z łóżka.
Boso z mieszanymi uczuciami duszącymi mnie od środka podeszłam do parapetu, lekko się wychylając. Ściągnęłam brwi. Mimo kilkakrotnego dokładnego rozejrzenia się po ogrodzie i jego okolicy nie zobaczyłam nic podejrzanego lub dziwnego. Odchyliłam się w głąb pokoju zasunęłam szczelnie okno, dodatkowo sprawdzając czy na pewno je zamknęłam. Kiedy już miałam wracać do łóżka moją uwagę przykuł skrawek papieru leżący na biurku. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że kartka była zapisana nie moim pismem. Podeszłam delikatnie biorąc papier w ręce. Nie mam pojęcia czemu tak trzęsły mi się dłonie, ani dlaczego obchodzę się z tym tak delikatnie jakby zaraz miało się rozpaść lub zniknąć, lecz kiedy podniosłam skrawek papieru  moje serce stanęło. Mogę przysiądź, że na ten ułamek sekundy umarłam, a przez dłuższą chwilę zapomniałam jak się oddycha i funkcjonuje.
To miał być jakiś żart? Zabawa lub coś równie absurdalnego? Jak to w ogóle możliwe, że to znalazło się na moim biurku?!
Staranne, schludne pismo Nialla delikatnie rozlewało się na kartce tworząc krótką wiadomość.
 
Przepraszam za wszystko.
N.
 
 
- Ann! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - z zamyślenia wyrwała mnie Jo - Naprawdę nie wiem co się z tobą dzieje dziewczyn?!
- Przepraszam... Po prostu się zamyśliłam.
- Znowu on?! - podniosłam przerażony wzrok na moją przyjaciółkę, przecząc głową - Nie kłam! Przecież widzę.
- To nie tak jak myślisz! Po prostu to.. Ja.. Bo.. Uhhh nienawidzę go! 
- Nie prawda.. Chciałabyś go nienawidzić ale tak naprawdę coś ciągle cię do niego przyciąga.
- Chcę w końcu uwolnić moje myśli od Nialla. Chcę przestać o nim śnić... 
- Jak to śnić?! - Jo przeprowadzała swój wywiad, kiedy mój za długi język jej w tym pomagał. Kiedy raz uchwyci temat nie da już spokoju, chyba że dowie się wszystkich interesujących ją szczegółów - No więc? Raczysz mi to wytłumaczyć??
- W nocy śniło mi się, że był u mnie. Leżeliśmy razem patrząc sobie w oczy. Zatraciłam się w jego niebieskich tęczówkach, kiedy delikatne dotknął mojej nagiej skóry szyi, powodując tym dreszcze na całym moim ciele... - przystanęłam na chwilę przypominając te słodkie chwile snu - Jego dotyk był taki delikatny i przyjemny. To wszystko było takie realistyczne, takie namacalne! Mogłabym przysiądź, że czułam jego zapach! Czułam jego gorący oddech! Mój boże jak bardzo jest ze mną źle?! 
- Bardzo, ale to bardzo... - Jo patrzyła na mnie spod rzęs - Widzisz tak dobrze się składa, że jest impreza. Zapomnisz o Niallu, rozerwiemy się! Tylko ty i ja.
Szeroki uśmiech zagościł na twarzy mojej przyjaciółki. Ja przerażona przeczyłam głową. Zacisnęłam mocno powieki, że świstem wciągając powietrze. 
- Jo to nie jest dobry pomysł... - odchyliłam się na ławce w parku znajdującego się niedaleko mojego domu - Przecież wiesz, że rodzice mnie puszczą nie! Ledwo wypuszczają mnie z domu na krótki spacer od kiedy omdlałam! W życiu się nie zgodzą na imprezę, jeszcze kiedy mamy być tylko we dwie. Bez Alexa nie przejdzie...
- To ucieknij - moja towarzyszka szybko ucięła mój monolog. 
- To nie takie proste Jo! Wiesz że nie mogę...
- Nie bądź dzieckiem - blondynka wygięła usta w grymasie - będę po ciebie o 22.00 i masz być gotowa. 
Jo nie dając mi nawet szansy na zakwestionowanie jej decyzji opuściła mnie, zostawiając samą na ławce. Zacisnęłam mocno powieki. Mój oddech był ciężki.
Co ja teraz zrobię?! Nienawidzę takich sytuacji! Jo jest jedynaczką, która ma normalnych rodziców! U niej nie ma takiej dyscypliny jak u mnie... Zawsze dostawała to co chciała i nie można było się z nią sprzeczać! Jest taka uparta! Uhh...
 
         ______________________________________________________________________
 
                                                                                Niall
 
Wpatrując się w panoramę miasta przez okno w kuchni, na ślepo robiłem sobie herbatę. Moje ręce odruchowo i od niechcenia, wykonywały po kolei następujące po sobie czynności. Kubek, torebka z herbatą, cytryna, cukier, wrząca woda. Ot cała filozofia. Od czasu kiedy opuściłem ciepłe pierzyny pościeli Ann byłem nie do wytrzymania. Sam ze sobą nie mogłem wytrzymać. Ciągle gdzieś zapatrzony, rozmemłany taki nijaki. 
- Co cię sprowadza w moje skromnie progi, bo jestem przekonany, że nie poranne ploteczki przy kawie Louis? - przywitałem przyjaciela, nawet nie odwracając się - Myślałem, że dalej chcesz mnie zabić. 
- Co prawda, to prawda MÓJ DROGI PRZYJACIELU - Lou wypowiadał te słowa z przekąsem - Nie ploteczki mnie zwabiły - odwróciłem się do niego przodem, przystawiając kubek do ust, nie zdążyłem upić łyka, kiedy na blat wyspy spadły jakieś dokumenty ze zdjęciami - Robota jest.
- Robota mówisz? - uniosłem brwi skonsternowany podchodząc bliżej, jednocześnie podnosząc papiery na wysokość oczu. 
- Tak jak powiedziałem, dość krwawa, ale cena wysoka.
- Jak wysoka? - nasze spojrzenia spotkały się, kiedy szatyn uniósł kącik ust do góry w grymasie pół uśmiechu. 
- Parę dusz do talizmanów.
- Ok, a co ja będę z tego miał? 
- Odkupienie swoich grzechów - Lou rzucił we mnie torbą z rzeczami - Zbieraj się blondi - po tej jakże miłej wymianie zdań, odwrócił się i ruszył sadzając swój babski tyłek na kanapie - Ruszaj się, nie mamy całego dnia! Jest parę duszyczek do pomordowania.
Przewracając oczami upiłem łyk z kubka, który wciąż trzymałem w ręku. Momentalnie moja twarz wykrzywiła się. Kurwa mać. Posoliłem herbatę. Zręcznym ruchem wylałem całą zawartość do zlewu, a po krótkiej chwili namysłu rzuciłem tam też kubek, będąc coraz bardziej wściekły na siebie. Ogarnij się Horan!!
  
Dziesięć minut potem byłem ubrany w czarne wojskowe spodnie, tego samego koloru koszulkę na długi rękaw i bluzę oraz kamizelkę. Uwielbiałem kamizelkę, posiadała niezliczone kieszonki, w których mogłem chować moje ulubione przedmioty tortur. Na przykład sprężynowy nóż poświęcony przez kapłana z Kambodży, który był idealny na wszystkie rodzaje monstrum, które łaziły po tej planecie. Przebiegłem przez salon po drodze łapiąc od Louisa saszetkę na udo z dodatkowymi narzędziami zbrodni.
Kiedy schylałem się, aby nałożyć wielkie buty wojskowe z jednej kieszonki wypadły moje nieśmiertelniki. Jakaś ręka podniosła je podrzucając przedmiot w powietrzu.
- Tradycji musi stać się zadość? - Lou uśmiechnął się podejrzanie obdarzając mnie również nieufnym wzrokiem - Nie sądziłem, że dasz się tak szybko namówić na masakrę. Ostatnim razem piszczałeś jak baba, że z tym skończyłeś. 
- Potrzebuję się trochę rozerwać i przy okazji pokazać takim niezdarnym cipom jak wy, jak się to robi. Ostatnio macie kiepskie wyniki. Krzywdzicie swoją i moją reputację.
Zwinnym ruchem wyrwałem z ręki przyjaciela nieśmiertelniki wieszając je sobie na szyję. Lou posłał mi cwaniacki uśmieszek, przejeżdżając językiem po zębach. 
- Nie martw się o naszą reputację, tylko raczej o to co będziemy pić po robocie.
- Och Tommo jestem pewny, że coś znajdziemy w twojej spiżarce.
Szatynowi od razu zszedł uśmieszek z twarzy, a zastąpił go wściekły grymas. Nie zdążył nic powiedzieć, kiedy schodziłem do piwnicy po parę zabaweczek, uniósł za mną tylko palec drąc pizdę. 
- Wara od moich zapasów Horan! Tylko je tkniesz, a obetnę ci jaja!!
Zaniosłem się głośnym śmiechem. Zamknąłem się, kiedy w drzwiach piwnicy stanął Lou z miną urażonego dziecka.
- Oj spokojnie, nie denerwuj się tak i pomóż mi z tą cholerną skrzynią - wskazałem brodą na wielki drewniany przedmiot w rogu pomieszczenia - Waży chyba z tonę. 
- Ja pierdole, ile ty tego masz?! - Lou pisnął przerażony - Jak na wojownika, który spoczął, jesteś gotowy jak na apokalipsę!
 
Drepcząc powoli po żwirowej dróżce do ganku domku w Irlandii, westchnąłem powoli. Chwilę potem na spotkanie wyszli mi moi przyjaciele gotowi i ubrani tak samojak ja, uśmiechając się zawadiacko. 
- No, no Tommo! Jednak masz ten dar przekonywania! - Zayn zaśmiał się poklepując przyjaciela po ramieniu.
- Nie on, a jego stuletnia whiskey - posłałem słodki uśmieszek szatynowi - No księżniczko, idź się przebrać, bo w sweterku i koszuli nie będziesz się z nami zabawiał. 
- Nienawidzę cię Horan i nie nazywaj mnie księżniczką, BLONDI!
Ann.. Też nie lubi, kiedy przedrzeźniam ją, mówiąc do niej na 'Księżniczko'. Ciekawy jestem co by powiedziała wiedząc kim jestem i co teraz zamierzam zrobić. Nie stop! Nie czas na rozczulanie się nad takimi bzdurami. Właśnie po to tu jestem. Aby przypomnieć sobie kim jestem. Szybko przyszło, szybko poszło.
 
Silniejsze, szybsze bicie serca. Coraz większe ilości adrenaliny przepompowywane z każdą sekundą w moich żyłach. Żar i żądza zalewająca moje ciało. Zaskakująco spokojny, płytki oddech. Zmysły wyczulone do granic możliwości. Tak proszę państwa poluje na swoją ofiarę Niall James Horan. Cichy nie wyczuwalny dla człowieka szmer. Wszystkie moje mięśnie napinają się tak jakby miały się oderwać od kości. Adrenalina szumi w uszach, kiedy namierzam niczego nie świadomą ofiarę. Jedna osoba na trzeciej i jeszcze cztery za nią. Nie ma odwrotu. Biorę głęboki oddech wyskakując z ukrycia. Wybijam się na 10 metrów w powietrze z ukochanym nożem sprężynowym w ręce. W locie doskakuję do ofiary przebijając jej czaszkę. Pozostali jej kompani nie są w stanie wydedukować co się dzieje, kiedy przerażający krzyk ich demonicznego kolegi przedziera ciemną noc. Lecz ja jestem szybszy. Nie czekam, aż zaczną działać, doskakuje do następnej ofiary. Bez mrugnięcia oka podrzynam jej gardło i tak z całą resztą gromadki, do momentu kiedy od tyłu wpijam w pierś nóż ostatniej ofierze. Zanim moi przyjaciele przyjdą tu i zabiorą potrzebne im dusze, zbieram wszystkie ciała na jedna kupę i padam na dupę przy nich. Oddycham głęboko. Kurwa Horan wypadasz z obiegu!
- Wow Nialler! Mordo ty moja! - Harry piszczał radośnie - Ahhh, ty to jesteś!! Jednak jak ciebie dopuścić do żądzy mordu, to nie można zatrzymać!
- Wow zaszalałeś - wyszeptał Zayn zszokowany pokaźną kupą zwłok o którą się opierałem. 
- No to teraz możemy iść pić? - zapytałem niezdarnie się podnosząc.
Udałem, że nie zauważyłem wymiany zmartwionych spojrzeń Liama i Zayna, kiedy koło nich przechodziłem. Jedyne o czym teraz myślałem to, żeby iść do baru i zamoczyć usta w złotej whiskey. Podnosiłem na wysokość oczu moje nieśmiertelniki, przecierając je palcem w skutek czego zostawiłem smugę krwi na mich. Spoglądając na dłonie, które były całe w czerwono-czarnej mazi wygiąłem twarz w grymasie zniesmaczenia.
- Wiecie co mam pomysł, żebyśmy poszli do jednego ze starych klubów - wypowiadałem te słowa uśmiechając się sam do siebie, jednocześnie wycierając dłonie w spodnie - Co wy na to, żeby iść do Underworldu?!
 
       ____________________________________________________________________
 
                                                                         Adriana
 
Przemknęłam miedzy ogrodzeniem. Kiedy pies sąsiadów zaczął wściekle ujadać. Z niemałym zawałem serca schowałam się za szopą, kiedy mój ojciec wyszedł na ogród sprawdzić co się dzieje.
- Zamknij japę głupi kundlu! - ryknęłam szeptem. O dziwo pomogło. Pies potulnie poszedł do budy, a mój ojciec wszedł z powrotem do mieszkania. Odetchnęłam głęboko czekając jeszcze pięć minut w kryjówce.
- Ann na co czekasz?! - usłyszałam szept Jo, chwilę potem zobaczyłam jej sylwetkę wyłaniającą się z cienia - Pośpiesz się!
Wyglądając jeszcze raz czy, aby na pewno nikt z domowników nie może mnie zobaczyć przemknęłam do przyjaciółki.
- Jo, gdzie mnie zabierasz? - zapytałam, kiedy dziewczyna ciągnęła mnie w bliżej nie znanym mi kierunku.
- Oj, wynalazłam taki zajebisty klub! Kiedyś na jednej imprezie wyrwał mnie taki zajebisty badboy i zaciągnął do tego klubu. Nic prawie nie pamiętam z tej imprezy oprócz tego, że teraz mam tam kartę członkowską.
- Jak to ciągniesz nas do niebezpiecznego miejsca bez chłopaków, którzy by nas obronili?!? Oszalałaś?!
- Nie mazgaj się! Zaświecisz cyckami i wszystko będzie dobrze - Jo wywróciła oczami, dalej mocno ciągnąc mnie za rękę.
- Gdzie masz tą kartę członkowską ? 
- Tu - dziewczyna machnęła mi nadgarstkiem przed nosem, kiedy spotkała mój pytający wzrok szybko pośpieszyła z odpowiedzią - Wszczepiają Ci taki mały czip pod skórę.
- To nie higieniczne! Lekarz powinien robić takie rzeczy, tylko i wyłącznie! - oburzyłam się, ten pomysł nie podobał mi się od samego początku, ale teraz miałam ochotę się wyrwać i jak najszybciej wrócić do domu. To nie było wcale, a wcale dobre, lecz nie mogłam pozwolić, aby Jo poszła tam sama, a na pewno teraz nie byłam w stanie jej namówić na powrót. Nie chcę, żeby coś się jej stało, będę musiała jej pilnować.
- Oj nie marudź! Żyję?! Żyję i wszystko gra i śpiewa!
- Wiesz chociaż jak ten klub się nazywa? - próbowałam podejść od innej strony przyjaciółkę.
- Undergr.. Under... Niee... Ah! Underworld!
 
           _______________________________________________________________
 
                                                                           Niall
 
Underworld. Miejsce, w którym panują demony i wampiry. Co noc posłańcy ściągają świeżynki do lokalu dla klientów, aby żywili się nimi. Nigdy nie lubiłem tych ciot. Niskiej rangi lizusy z nieziemskiego świata, tak zwanego drugiego, starające się wyrwać na wyższe rangi. Jedynie niżej postawieni są nieczystej krwi ludzie zwani pasożytami. Ja będąc prawie na samym szczycie (bo od szczytu odgradzał mnie tylko ojciec) gardziłem nimi. Lecz trzeba przyznać im to, że takich ilości świeżych zabaweczek, nie ma nigdzie.
Do klubu nie dostaniesz się nie mając karty członkowskiej, która tak naprawdę była czipem z danymi wstrzykniętą pod skórę nadgarstka. Na małym dysku znajdowały się wszystkie najpotrzebniejsze dane. Imię, nazwisko, stanowisko w społeczeństwie, data urodzenia, lub data przyjęta za daną, no ewentualnie data przemiany. 
Pewnym krokiem wraz z chłopakami minęliśmy kolejkę. Ochroniarze podśmiechując się pod nosem, odezwali się do mnie z pogardą.
- Hej blondi, jeśli myślisz, że przychodząc tu w wojskowych ciuchach i farbie, wejdziesz bez kolejki to grubo się mylisz. Spadaj na koniec jak wszyscy.
Chwilę potem stał przyparty do muru przez Louisa, który nie pohamował się oraz zaprezentował swoje pokaźne szpony i głęboką czerń oczu. 
- Posłuchaj mnie uważnie śmieciu, tylko ja mogę go tak nazywać, takie szlamy jak ty nie mają prawa się tak do nas odzywać!
- Och Lou nie denerwuj się, pan ma rację, że mogliśmy lepiej się ubrać albo chociaż umyć po rzeźni przychodząc na imprezę - Harry kpił z całej zaistniałej sytuacji.
- Kim niby jesteście, że mamy się przed wami kłaniać?! - odezwał się drugi ochroniarz, któremu zawtórowała oburzona kolejka. 
Odciągnąłem Lou od marnej istoty i podszedłem do postawnego mężczyzny z ciętym języczkiem, wyciągając nadgarstek oraz tajemniczo się uśmiechając. Kiedy dioda się zapaliła na czerwono wskazując na najwyższej rangi istotę, jednocześnie wyświetlając moje dane miny im zrzedły. Ten, który tak cwaniakował szybko spuścił głowę mamrocząc przeprosiny. Coś takiego nie mogło przejść plebsowi. Przechodząc koło mężczyzn, zanurzyłem palce w klatce piersiowej pierwszego, co nazwał mnie 'blondi' i zręcznie wyciągając jego jeszcze bijące serce. Oddałem je przerażonemu koledze, dodając z uśmiechem.
- Pozdrowienia od ojca.
 
Piliśmy już z dobre dwie godziny, kiedy do naszego stolika dosiadł się diler. Mówiąc 'diler' nie miałem na myśli tych typków o za dużym mniemaniu o sobie, jakimi to nie są kozakami tylko kolesia, który zbierał szmal za świeżynki. W każdy ostatni piątek miesiąca jest sprowadzana 'specjalna świeżynka' zazwyczaj była to dziewica nie skalana jakimiś mocnymi używkami o najczystszej kwi i była wystawiana na licytację. Ten który zapłacił najwięcej miał ją na wyłączność. Miał na wyłączność najlepszy towar tej nocy.
- Panowie chcą się skusić na gwiazdeczkę dzisiejszej nocy? Towar jest wyjątkowo dobry i wszyscy się biją o nią dzisiaj!
- O nią? - zaciekawił mnie chłopak.
- Szatynka, ciemnie oczy, nieziemski uśmiech, istota ludzka, czysta jak łza. Stoi wysoko - 100 tysięcy.
- Co Horan dla relaksu po dobrze wykonanej robocie chcesz odreagować - Harry zażartował, kiedy ja posłałem mu uśmiech przed upiciem kolejnych łyków alkoholu.
- Więc powiedz mi chłopie jak ta 'wspaniała i czysta jak łza świeżynka' wygląda. Lubię wiedzieć co kupuję.
Czułem jak alkohol przejmuje kontrolę nad moim ciałem jak i umysłem. Dziś byłem w stanie zrobić wszystko. Jestem tak odurzony dzisiejszym zastrzykiem adrenaliny, krwi oraz używek, że nie jestem w stanie racjonalnie myśleć, a uczucia, które dzisiaj cały dzień w sobie zduszałem przejmowały niebezpiecznie kontrolę.
- Stary masz dzisiaj wielką konkurencję bo jeden z najbardziej wpływowych szych chce ją i jest w stanie zapłacić każde pieniądze.
Na te słowa zareagowałem śmiechem. Nie ma rzeczy, której Niall Horan nie może mieć. No kurwa jestem ukochanym synkiem ojca! Jemu nikt nie może podskoczyć, ani wśród żywych, ani wśród martwych.
- Mój ojciec też nie jest byle kim, więc mów kto to.
Chłopak uśmiechną się szeroko i palcem wskazał na środek parkietu. Odwróciłem głowę w tamtą stronę szukając interesującego mnie celu. Chwilę potem dojrzałem osobę, o której mówił diler. Mina mi zrzedła. Dałem cichy znak chłopakom. W mgnieniu oka przycisnęli chłopaka do siedzenia. Fakt mojego otępienia alkoholowego oraz tożsamość dziewczyny wcale nie pomagała. 
- Teraz powiedz mi złotko skąd ją wytrzasnęliście? - odezwałem się spokojnie siadając na blacie przed nim nic nie dając po sobie poznać. Wystraszony chłopczyna wydukał coś o tym, że przyszła z pasożytem. Została odurzona krwią demona z rodu starożytnych i teraz jest prowadzona licytacja - Z rodu starożytnych mówisz? - diler pokiwał wystraszony głową - Widzisz to dobrze się składa, bo to moja rodzina, tak więc licytacja dobiegła końca, płacę potrójną cenę i nikt nie ma prawa jej tknąć.
- Ale ta szycha powiedziała, że przebija każdą cenę aż do miliona i tuzina dusz.
- Nie rozumiesz słów 'licytacja skończona' lub 'jest moja'? Chłopcze jeśli życie jest ci miłe i nie chcesz żeby właśnie tu teraz zaczęła się rzeź pójdziesz grzecznie i powiesz, że szatynka została zlicytowana. Jeśli ktoś będzie miał jeszcze jakieś problemy powiesz, że wracasz od Horana. Jasne?!
- Takk-k-kk.. pro-szzz-proszę pana!
- No świetnie, teraz biegnij - poklepałem go po policzku uśmiechając się pewnie. Wypuściłem wystraszonego dilerka i spojrzałem za jego przerażoną, oddalającą się sylwetką - Panowie bawicie się dzisiaj na mój koszt, lecz bez mojej osoby, ja właśnie dobiłem idealnej transakcji.
Chwilę potem dostałem znak, że szatynka jest moja. Z uśmiechem przemierzałem parkiet. Wzorkiem przebiegłem po górnych lożach w klubie kiedy od tyłu podszedłem i położyłem dłonie na biodrach dziewczyny. Wtedy zobaczyłem wściekłego Sanginsa. Zawadiacko się uśmiechając, wyszeptałem do niego, patrząc mu prosto w oczy 'nie dziś kolego'.
Odwróciłem wzrok od wściekłego demona, kiedy brązowooka stanęła ze mną twarzą w twarz. Oboje byliśmy mocno odurzeni używkami, duchotą panującą wkoło oraz rządzą naszych ciał.
 
     ____________________________________________________________________
 
                                                                         Adriana
 
Z przymkniętymi powiekami tańczyłam na parkiecie. Nawet nie zwracałam uwagi na to co się dzieje wokoło. Nic nie miało znaczenia. Byłam sama, tylko ja i muzyka. Jej rytm niósł moje ciało w tylko sobie znanym tańcu. Nie miałam pojęcia gdzie jest Jo. Byłam przekonana, że nie wypiłyśmy tak dużo, no na pewno nie ja. Dwa drinki nigdy nie były w stanie mnie tak odurzyć. Aktualnie czułam się jak po zażyciu hektolitrów alkoholu i paru tabletkach ekstazy. Nie kontrolowałam swojego ciała. Było mi niesamowicie dobrze i odpływałam w tym uczuciu.
Nagle poczułam ciepłe i dziwnie znajome ręce na biodrach. Odwróciłam się przodem do właściciela, kiedy trafiłam na niezwykłe, błękitne tęczówki. Na mojej twarzy mimowolnie zagościł szeroki uśmiech. Właściciel niebieskich lazurów też nie omieszkał się od niego. Nie wiele myśląc i nie kontrolując się zarzuciłam rękę na jego kark, kiedy razem bujaliśmy się w rytm muzyki. Nasze ciała rytmicznie się ocierały o siebie, a ręce dziko błądziły po ciałach. To niesamowite jak alkohol pozbawia nas wszelkich zahamowań.
- Tęskniłam za tym - wyszeptałam do ucha Niallowi, przekonana, że i tak zagłuszy to głośna muzyka. Lecz chłopak uśmiechnął się przyciągając moje ciało bliżej swojego.
- Ja też i to bardzo.
Nawet nie wiem kiedy nasze usta przywarły do siebie delikatnie poddając się narastającemu pożądaniu. Cały świat gdzieś zniknął, zapadł się pod ziemią. Byliśmy tylko my. Ja i Niall. Kiedy nasze usta oderwały się na chwile od siebie chłopak uśmiechnął się tajemniczo oraz wypowiedział jakieś słowa których nie byłam w stanie dosłyszeć. Również nie dane było mi się o nie zapytać, ponieważ Niall znowu połączył nasze usta w idealnym pocałunku, a ja odpływałam w jego ramionach i miękkich, ciepłych ustach tak dobrze całujących...


       ___________________________________________________________________

Boooom!
Tak więc jestem z Rozdziałem 1O! Tak wiem, że troszkę (troszkę długo) musieliście czekać ale mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam to treścią oraz długością posta ;D
Również mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za to bo:

1. Mam dziś urodziny :p
2. Post już jest!
3. Jak mnie zabijecie to kto będzie wam pisał tego bloga??
Jeśli o to chodzi to dostałam już duży opierdziel od Domi i Jo :p Nawiasem do 'Kontaktów' dodałam adres tt Domi so go go follow! <3
Również witam nowych czytelników! Strasznie mi miło czytać takie wiadomości jak 'jest to jedyny blog jaki czytam i jest naprawdę zajebisty' i td i tp. Kocham Was za to! I jeszcze raz WIELKI DZIĘKI! <33
Btw jest jeszcze ktoś chętny do dodania się do listy 'Informowanych' ?? jak tak to klikać w zakładkę i podawać swoje niki na tt lub tumblr, ewentualnie pod postem :)
Ahh i czy będziecie tacy kochani oraz z okazji moich urodzin zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza? Wiem, że nie zasłużyłam ale i tak spłonę w piekle (mam nadzieję, że z Niallem) :D xx















Tu Domi. Chciałam serdecznie podziękować Adeli za ten rozdział, bo czytając go po prostu się rozpływałam... Całuski kochanie i jak najprędzej pisz kolejny i w końcu ich zshipuj, bo już nie mogę wytrzymać!
P.S. Moi kochani! Nasza Adela ma dziś urodziny, więc ja po raz kolejny składam jej gorące życzonka, do których mam nadzieję podłączycie się w komentarzach! xxxx


P.S.: Jak podobają się Wam chłopcy z Darkness jako badboy'e?!? Piszcie! :3 xx
Lots of love and blood,
Adela